Co cieszy oko matki?

W życiu ważne są tylko chwile…” – tak z jednej strony, a z drugiej – szczególiki, drobnostki, małe rzeczy. Od czasu jak pełno etatowo zajmuję się dziećmi – stwierdzam to z całą mocą.

To nie tak, że uwielbiam bibeloty i „przydasie” – do niczego nie służące, i kurzące się drobnostki. Minimalizm – i przestrzeń: to to, co przy dziecięcym chaosie cenię sobie najbardziej. No, ale na czymś oko w domu zawiesić trzeba. Puste ściany nie są szczególnie przytulne i domowe. I stąd – poszukiwanie u mnie drobnostek ogrzewające przestrzeń, w której przyszło nam żyć.

W okolicach grudnia szczególnie nachodzi mnie ochota na przyozdabianie wnętrz. Nie wiem – może ta szarość za oknem tak mnie przytłacza, że rodzi się we mnie potrzeba koloru i otaczania się czymś ładnym. Skoro przyroda nie obdarza mnie kwiatami, ani soczystą zielenią, czy choćby pięknem jesiennych liści, muszę sama zapełnić tę potrzebę.

I tworzę. W tym roku padło na skrzyneczki – proste, sosnowe. Typu skrzynki na owoce. W ruch poszła farba, lakier i powstało wg mnie śliczny gadżet, który nie tylko cieszy oko, ale jest i użyteczny.

skrzyneczka

Druga z moich dekoracyjnych miłości – to światełka cotton balls. Prawdziwa ozdoba. Tak prosta, a tak sympatyczna. Okrągłe kule, o ciepłych kolorach, mięciutkie – są ozdobą samą w sobie. A gdy zapalić światło…. Cud, miód! Miłe, ciepłe, spokojne światło ogrzewa wnętrze. Lubie bardzo te kuleczki, bo nie tylko są ładne, ale i dają przyjemne nocne światło, które nie razi i pozwala dziecku spać, a nam funkcjonować.

Cotton balls można dostać w różnych sklepach z dekoracjami i ozdobami, np. tu: http://babydeco.eu/ . Skądinąd – jeżeli czuje się moc, można je i wykonać samemu.

Ja na razie poprzestałam na skrzyneczkach.

A ostatnia rzecz, która cieszy oko matki, czyli moje, to porządek. Zdecydowanie towar w ostatnich dniach deficytowy. I ja nie wiem – czy jest to wina za dużej ilości zabawek, braku miejsca w mieszkaniu, czy dwóch rozrabiaków w domu. W każdym razie -mimo moich starań tego ostatniego nie ma. Może porządek zawita do nas na święta. Ale jestem realistką – na krótko! Chaos powróci w okamgnieniu.

Ola Uruszczak

Ola Uruszczak

Nauczycielka jogi i medytacji, instruktorka Masażu Shantala, propagatorka zdrowego stylu życia. Uzależniona od tego, co naturalne i zielone. W wolnych chwilach ucieka z miasta, po to by odnaleźć ciszę i spokój oraz piękno Matki Natury. Prywatnie żona Leszka i mama 2 chłopaków Gabrysia (ur. 2012r.) i Michała (ur. 2014r.). „Głęboko w sercu noszę przesłanie Gandhiego: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” i staram się każdego dnia wcielać ją w życie.

Polub ml-EKO!
Klikając "Lubię to" będzie mi bardzo miło :-)

Zostań ze mną i zapisz się na newsletter

lead nurturing obsługiwana jest przez FreshMail