Dom narodzin w Szpitalu Rydygiera w Krakowie

Nachodzi mnie taka refleksja: ludzie w
pewien sposób są ułomni. Z porodu, który w świecie przyrody jest
czymś zupełnie naturalnym i samodzielnym, stworzyli zjawisko, które
wydawałoby się jest nie do przejścia.

Czy tak jest naprawdę?

Mam za sobą doświadczenia porodu
numer 1. Pamiętam, jak tuż po zajściu w I ciążę zaczęły mnie
nachodzić obawy dotyczące przyjścia dziecka na świat. No co tu
dużo gadać: jesteśmy przyzwyczajeni do filmowych krzyków, bólu i
jakiejś groteski. W rzeczywistości chyba żadna dziewczyna z
porodem się nie styka (takie czasy: szpitale oddalają nas od 2
oczywistych momentów w życiu: urodzenia i śmierci). Pierwszy poród
utwierdził mnie w przekonaniu, że po pierwsze da się go przeżyć,
i po drugie – wiedziałam czego chcę, a czego będę starać się
unikać przy kolejnym.
Przed porodem numer 2 rozglądałam się
za szpitalem. Miałam już doświadczenia z krakowskim Rydygierem (i
byłam zadowolona) – dlatego w pierwszej kolejności tam
skierowałam swoje kroki. Jakże się zdziwiłam dowiedziawszy się o
uruchomieniu w nim Domu Narodzin (http://www.rydygierkrakow.pl/ginekologia/ginekologia_aktualnosci.html).
Dom narodzin (taki powiedziałabym z
prawdziwego zdarzenia) jest w Warszawie i działa przy szpitalu św.
Zofii
(http://szpital.szpitalzelazna.pl/poloznictwo/przyszpitalny-dom-narodzin).
Dom narodzin zakłada poród w jak
najbardziej zbliżonych do domowych warunków. Bez pośpiechu. Z
możliwością przespania się. Zjedzenia. Bez interwencji medycznych
(chyba, że istnieje zagrożenie), bez interwencji lekarzy. Jak dla
mnie – dom narodzin przywraca wiarę w możliwości kobiety. W to,
że poród może przebiegać bez wspomagania oksytocyną, bez
przebicia pęcherza, bez chmurnych spojrzeń na zegarek i włączania
stopera dla skurczy.
Zgłosiłam się na wstępną
kwalifikację (po 36 tygodniu ciąży). Przeciwwskazań nie miałam.
Niemniej, przy porodzie i tak zawsze następuje druga kwalifikacja,
więc wiedziałam, że nie mogę się na nic nastawiać.
Nadmienię jeszcze, że w szpitalu
Rydygiera nie ma osobnych sal do porodów w trybie domu narodzin.
Wszystko odbywa się w tych samych, co zwykłe porody. (to trochę
inaczej niż w szpitalu św. Zofii. Może kiedyś to się zmieni.)

Czy rodziłam w trybie domu narodzin?

I tu odpowiem wam, że nie wiem. Po
prostu – nikt mi tego wyraźnie nie powiedział. Owszem – już w
szpitalu przespałam się 3 godziny. Zachęcano mnie do jedzenia i
picia. Prawie do samego końca przychodziła do nas tylko położna
(poza epizodem porannej zmiany lekarzy). Do KTG jako tako nie byłam
podłączana. Położna używała go tylko do słuchania tętna
dziecka przez minutę czy dwie… Ale czy to był owy tryb domu
narodzin? Mam wrażenie, że w Rydygierze każdy poród, który
przebiega bez komplikacji wygląda w ten sposób…
No i cóż… zostałam z nierozwiązaną
zagadką. A poród był wspaniały, o czym już pisałam tu: KLIK.
W każdym razie – wiedzcie, że w
Krakowie taka możliwość jest. Być może kiedyś, organizacyjnie –
Dom narodzin będzie bardziej sprecyzowany. Być może też będzie
odbywać się w innym miejscu niż sale porodowe…. Oby szło ku
zmianom!
Ola Uruszczak

Ola Uruszczak

Nauczycielka jogi i medytacji, instruktorka Masażu Shantala, propagatorka zdrowego stylu życia. Uzależniona od tego, co naturalne i zielone. W wolnych chwilach ucieka z miasta, po to by odnaleźć ciszę i spokój oraz piękno Matki Natury. Prywatnie żona Leszka i mama 2 chłopaków Gabrysia (ur. 2012r.) i Michała (ur. 2014r.). „Głęboko w sercu noszę przesłanie Gandhiego: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” i staram się każdego dnia wcielać ją w życie.

  • http://www.blogger.com/profile/11296978445014036601 Domcia

    zgadzam sie ze naturalnym w naszym zyciu ostatnimi czasu bywa juz tylko porod i smierc.
    no i niestety selekcja naturalna, z ktora czlowiek nie umie sie pogodzic i walczy zaciecie.

    • http://olauru.ayz.pl/ml-eko Ola Uruszczak

      … Poród i śmierć… trochę smutno, ale to prawda…

  • http://www.blogger.com/profile/12538083296041290627 Marcela O

    Ja rodziłam w Suchej Beskidzkiej i teraz z perspektywy czasu mogę szczerze powiedzieć, iż szpital nie stanął na wysokości zadania 🙁 Natomiast tydzień temu moja siostra rodziła w Danii i z jej opowieści standard porodu, pomoc położnych i dalsza opieka jest na bardzo wysokim poziomie. Wszystko zgodnie z naturą

    • http://olauru.ayz.pl/ml-eko Ola Uruszczak

      Wspaniale!

  • http://www.blogger.com/profile/11153267769035818998 Mio i Mao

    Przy pierwszym porodzie brakło mi odwagi na poród domowy, choć myśl ta ciągle krążyła w mojej głowie. Może to i dobrze, bo poród skończył się cesarką.

    • http://olauru.ayz.pl/ml-eko Ola Uruszczak

      🙂 A przy kolejnym?

  • http://www.blogger.com/profile/11428834364650728662 Katarzyna Balbierz

    Ja mialam wszystko zaplanowane i obmyslone. niestety los chcial inaczej i wszystko wywrocil do gory nogami. Synka rodzilam w stresie, w szpitalu ktorego nie znalam a wszystko to dla ratowania jego zycia. Urodzil sie w 32 tygodniu ciazy.

    • http://olauru.ayz.pl/ml-eko Ola Uruszczak

      Najważniejsze, że urodziłaś. Poród… Będzie co będzie. Nie można się na nic nastawiać…

Polub ml-EKO!
Klikając "Lubię to" będzie mi bardzo miło :-)

Zostań ze mną i zapisz się na newsletter

lead nurturing obsługiwana jest przez FreshMail