Dzieci są pracowite! Pozwólmy się im wykazać…

W mojej opinii dzieci są niezwykle pracowite. Jakby nie patrzeć – całe dnie upływają im na pracy. No, dobrze – ktoś nazwie to zabawą. Jak dla mnie to jednak praca. Praca nad własnym rozwojem. Człowiek dorosły za pracę nad sobą potrafi płacić. Sięga po książki. Nabywa nowych umiejętności. Dzieci też.

Dzieci są też chętne do pomocy. Znacie to – gotowanie obiadu, sprzątanie, a w okolicy pojawia się chętny do współpracy pomocnik. Niejednokrotnie nie do końca nam to na rękę. Wszak niewprawne rączki wydłużają czas naszej pracy. A w zabieganym świecie każda sekunda jest cenna (skądinąd pytanie – czy ten świat musi być, aż tak zabiegany?). Niemniej – nie można dzieciom odmówić dobrych chęci. A entuzjazmu i ochoty do współpracy można pozazdrościć.

Dlatego właśnie – lubię spędzać czas z dziećmi w ogrodzie. To właśnie tu mogą wykazać się swoją pracowitością, pomóc, dobrze się zabawić, a przy okazji – spędzić czas na świeżym powietrzu.

Takie to przemyślenia naszły mnie teraz – jesienią. Początek listopada. Nadszedł czas opadania liści i ich grabienia. Lubię tę czynność. Niesie ona wyciszenie i, moim skromnym zdaniem, wprowadza nas w stan medytacyjny (jeżeli tylko skupimy się na pracy, a nie włączymy gonitwę myśli). Jest ona niezwykle relaksująca.

I mogłabym tu pisać, że dzieci mają w tym czasie frajdę – bo zakopują się w liściach. Bo biegają i szeleszczą. Bo skaczą do liściastych kopek. Mogłabym, ale zostałam zaskoczona. Otóż – moje dziecko przyłączyło się do ogrodowej pracy w sprzątaniu liści. Tak po prostu. Jak umiało: liście grabiło. Woziło na taczkach.

I tak naszła mnie refleksja, że właśnie w ogrodzie dzieci dostrzegają prawdziwy sens pracy. Nikt ich nie popędza. Nie gani za niedokładność. Nie denerwuje się. Każdy pracuje. One też. Efekt pracy jest widoczny. Continuum przyrody namacalne. Dzień się zaczyna – i to on warunkuje jak długo pracujemy, bo najzwyczajniej po ciemku się nie da. Praca ma sens. Dzieci na równie z dorosłymi działają. Nie ma mowy – że to dla dorosłych, tamto dla starszych dzieci. Pozostaje praca głęboko zanurzona w naturę. I to mi się bardzo podobało.

Tagi: ,
Ola Uruszczak

Ola Uruszczak

Nauczycielka jogi i medytacji, instruktorka Masażu Shantala, propagatorka zdrowego stylu życia. Uzależniona od tego, co naturalne i zielone. W wolnych chwilach ucieka z miasta, po to by odnaleźć ciszę i spokój oraz piękno Matki Natury. Prywatnie żona Leszka i mama 2 chłopaków Gabrysia (ur. 2012r.) i Michała (ur. 2014r.). „Głęboko w sercu noszę przesłanie Gandhiego: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” i staram się każdego dnia wcielać ją w życie.

  • http://www.dzieciakiija.pl Dzieciakiija

    Sama nie wiem w czym tkwi fenomen, może jeśli się lubi to co się robi to nie nazywa się tego pracą tylko zabawą. : )

    • http://olauru.ayz.pl/ml-eko Ola Uruszczak

      🙂 Ja jestem na etapie zmiany wartościowania słowa praca. Chcę żyć w świecie, gdzie moja praca to przyjemność. No, ale to wymaga przekwalifikowania się – jestem w trakcie.

      Podoba mi się u dzieci właśnie to, ze do nawet najcięższych zadań podchodzą z radością. Tak to można pracować!

Polub ml-EKO!
Klikając "Lubię to" będzie mi bardzo miło :-)

Zostań ze mną i zapisz się na newsletter

lead nurturing obsługiwana jest przez FreshMail