Filary Rodzicielstwa Bliskości

Przyznam się Wam do czegoś: przed porodem nie przeczytałam żadnej książki o dzieciach. Miałam książki dot. ciąży i te czytałam namiętnie. Jednak lektury o dzieciach – nie. Stały sobie spokojnie na półce. I czekały.
Dlaczego nie czytałam o dzieciach w
ciąży? Z dwóch powodów. Chodziliśmy do Szkoły rodzenia.
Czułam, że mamy dobre przygotowanie na czas noworodkowy. Pod tym
względem byłam spokojna. Książki w kwestii opieki nad noworodkiem
nie wnosiły nic nowego. Po drugie – nie chciałam się nastawiać
na żaden model rodzicielstwa, który w wielu książkach jest
przekazywany. Nie chciałam, aby w podświadomości zagościły cudze
sposoby postępowania z dziećmi. Chciałam w tę nową drogę
popłynąć sama, z czystym kontem, na które nikt nie oddziaływał.
Po wielu miesiącach, już po
urodzeniu, sięgnęłam po „Księgę Rodzicielstwa Bliskości”
Williama i Marthy Sears
. Czemu po to? Tak jak to w moim życiu bywa:
trochę przez przypadek, trochę z ciekawości, trochę intuicyjnie.
Wciąż jestem w trakcie lektury (nie
tak łatwo wygospodarować czas na czytanie przy Małym), ale książka
pokazała mi już jedno.
Nasze rodzicielstwo to RB
(Rodzicielstwo Bliskości). Postępując intuicyjnie, polegając na
swoim instynkcie, odpowiadając na potrzeby dziecka staliśmy się
rodzicami RB. W książce właśnie to jest podkreślane: gdyby
znaleźć się na samotnej wyspie, bez żadnych doradców, zajmując
się dzieckiem instynktownie, każda mama realizowałaby filary RB

Jakie są filary RB i jak
świadomie/nieświadomie/intuicyjnie zagościły w naszej rodzinie?

„Bądź blisko od porodu”

Szukając szpitala kierowałam się
ważnym dla mnie punktem: po porodzie chciałam, aby moje dziecko
trafiło na mój brzuch. Chciałam, abyśmy mieli czas dla naszej
trójki. Spokojny, bez pośpiechu, bez zbędnych procedur. Nasz czas.
Wybraliśmy właściwy szpital i było nam to dane.
Po porodzie Mały od razu trafił do
mnie. Nie zapłakał. Leżał cichutko i próbował ssać pierś. Jak
się cieszę, że nie zaznał w pierwszym kontakcie ze światem
stresu. Być może kojarzycie to z filmów: przeraźliwy płacz
dziecka, które wyrwane z przyjemnego dla siebie środowiska jest
nagle tarmoszone, przewracane, wycierane, a jedyne czego pragnie i
potrzebuje to czuły dotyk matki.
To tak ważny moment dla maluszka.
Pierwszy moment na świecie. Cieszę się i jestem wdzięczna, że
mój synek doświadczył go w taki spokojny sposób.



„Karm piersią”

Karmię piersią, nadal. Karmiłam od
początku. W pierwszym okresie nie czułam z tego powodu przesadnej
satysfakcji. Pojawiła się z czasem, tak jak i docenienie wygody, a
przede wszystkim – tych uśmiechniętych, spoglądających na mnie
oczek.

„Noś dziecko przy sobie”

Kiedy dowiedziałam się o
chustonoszeniu, pomyślałam: „Tak! To dla mnie.”. Kolorowe,
piękne chusty, a dodatkowo takie w moim klimacie. Wiedziałam, że
będę nosić. Nosiłam Małego już wcześnie. Najpierw po
mieszkaniu, potem na zewnątrz. Teraz z chusty przerzuciliśmy się
na Tulę.
Noszony Gabrysiek jest spokojny i łatwo
zasypia. Kiedy idę na zakupy bardzo dużo mówi. Czuje się tak samo
ważny jak dorośli, kiedy jego wzrok znajduje się na tym samym
poziomie. Noszę go gdy sprzątam – mycie podłogi z 10 kg
obciążeniem: bezcenne.
 


„Śpij przy dziecku”

Spanie wyszło nam – „po prostu”.
Karmiąc w nocy „na śpiocha” po prostu zasypiałam przy Małym.
Okazało się, że przy takim spaniu dziecku nic się nie dzieje. Ja
się wysypiam ono się wysypia. Dodatkowo – mogłam o wiele
szybciej zareagować na jego sygnał o potrzebie karmienia. Obyło
się bez płaczu i zbędnego kombinowania z przenoszeniem do łóżeczka
itp.
 


„Słuchaj płaczu swojego dziecka”

Jeszcze w szpitalu wzięłam sobie do
serca radę położnej. Płacz to dla dziecka stres. Nawet taki
maluszek zanim się rozpłacze już wcześniej sygnalizuje swoje
potrzeby. Razem z TŻ obserwowaliśmy Małego i szybko, bardzo szybko
zaczęliśmy rozpoznawać jego sygnały. Ten grymas to głód, ten
potrzeba odbicia, ten – na ręce. Zaczęliśmy słyszeć opinie:
„Jakie to pogodne dziecko.” Jasne – na pewno to jego charakter.
Ale z drugiej strony na pewno niebagatelny pływ ma na to sposób w
jaki zajmujemy się nim od samego początku.



„Strzeż się trenerów dzieci”

„Nie noś, bo się przyzwyczai.”,
„Nie bierz na ręce. Przecież jeszcze nie płacze.”, „A takie
spanie na tobie, to mu nie zaszkodzi?”, „Przed snem nie dajesz mu
butelki?”, „A gdzie smoczek?” itd., itd. Poddawanie w
wątpliwość tego, co robimy i jak robimy przy dziecku nie ominęło
i nas. Słuchaliśmy, przytakiwaliśmy głowami. Robiliśmy dalej po
swojemu. Jeżeli ktoś uważa, że lepiej żeby dziecko bezradnie
płakało – jego sprawa. Ja wolę wziąć na ręce i utulić i razem
z małym zastanowić się, co się dzieje.
Jak podkreślają Martha i William
Sears to nie musi być tak, że każdy filar RB jest realizowany w
życiu. Czasem nie ma takiej możliwości (np. przeszkody w karmieniu
piersią). Każda rodzina jest inna. Ważne by realizować cel:
zbliżyć się maksymalnie do dziecka, a potem – pozostać z nim
blisko. Już przez całe życie.
Ola Uruszczak

Ola Uruszczak

Nauczycielka jogi i medytacji, instruktorka Masażu Shantala, propagatorka zdrowego stylu życia. Uzależniona od tego, co naturalne i zielone. W wolnych chwilach ucieka z miasta, po to by odnaleźć ciszę i spokój oraz piękno Matki Natury. Prywatnie żona Leszka i mama 2 chłopaków Gabrysia (ur. 2012r.) i Michała (ur. 2014r.). „Głęboko w sercu noszę przesłanie Gandhiego: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” i staram się każdego dnia wcielać ją w życie.

  • http://www.blogger.com/profile/03420521306202045582 Monika Miczek

    oj ja w ciąży nic nie czytałam teraz też nie mam na to czasu 😀

  • http://www.blogger.com/profile/02295683300434425008 ononaono

    O pogodnym dziecku – mamy to samo. Słyszę to najczęściej od rodziców rówieśników Karoli, na nic zdają się tłumaczenia, że to też kwestia zaspokajania jej potrzeb.

  • http://www.blogger.com/profile/12817344249528215269 Ola D.

    Mój synek jest chyba wyjątkiem – nie lubi tak pojmowanej bliskości.
    Nie cierpi być noszony, nigdy nie chciał z nami spać, rzadko pozwala nam na pieszczoty i nienawidzi masażu.
    Owszem, nie lubi być sam, chce, by przy nim być, ale bez dotykania. Sam też bardzo rzadko domaga się czułości. Od urodzenia jest ruchliwy i niezależny, w jego przypadku te metody są po prostu bezużyteczne.
    Od początku reagujemy na jego sygnały i mamy z nim silną więź, ale to on decyduje, na ile pozwoli się do siebie zbliżyć. Taki typ, on po prostu potrzebuje więcej swobody i przestrzeni – i my to szanujemy.

    A więcej "terroru" i wypominania usłyszałam od fanatyków RB niż od staromodnych "trenerów dzieci"

    • http://www.blogger.com/profile/11912042114266223757 Żaneta

      u nas to samo. Bibi nie lubił być bujany, w chuście nie wytrzymuje zbyt długo, od początku śpi lepiej w swoim łóżeczku 🙂

      Zaspakajanie potrzeb jest zależne od temperamentu dziecka, bo jeśli dziecko nie ma potrzeby bycia wiecznie noszonym to trzeba to uszanować – dokładnie 🙂

  • http://www.blogger.com/profile/11153267769035818998 Mio i Mao

    Z tym "terrorem" RB to chyba masz rację. Już się boję otworzyć lodówkę 🙂

  • http://www.blogger.com/profile/04388505184861974182 Przewijka

    No to muszę powiedzieć, że odkryłaś przede mną karty RB, bo wcześniej jakoś czasu nie znajdowałam na to. I przyznaję, ze większość aspektów uskuteczniamy. 😉

  • http://www.blogger.com/profile/02754472386336500927 Piotr W

    Coś w tym jest 😉

    Zapraszam Cię na mój blog, który właśnie startuje 🙂 http://tatapiotr.blogspot.com/

  • http://www.blogger.com/profile/08042410122519160251 Agnieszka M

    Z wszystkim się zgadzam oprócz tego wspólnego spania.

  • http://www.blogger.com/profile/12671642748353062041 Megi

    spelniam wszystko,procz porodu,mialam cc. i slabo mi na mysl,ze pierwsza dobe byl beze mnie:( dla.mnie rb jest instynktowne. nosze,karmie piersia,przytulam,blyskawicznie reaguje na placz i nigdy nie dawalam sie wyplakac. spie z dzieckiem,na poczatku wygoda,nocne karmienie,terax powoli chce od tego odchodzic,syn ma prawie 13 mcy. jestes wspaniala mama!! pozdrawiam cieplo.

  • http://www.blogger.com/profile/09433104088575613279 Aredhela

    Każdy postępuje tak jak uważa za słuszne. Każdy ma prawo wybrać swoją drogę rodzicielstwa.

    Mnie denerwuje tylko, kiedy ktoś usilnie próbuje mnie przekonać że tylko jego droga jest tą jedyną właściwą. Ja nie wierzę w rozwiązania "jedyne właściwe" – za bardzo ludzie się od siebie różnią.

    Nie karmiłam piersią, nie spałam i nie śpię z dzieckiem i nie "przywiązuję" go do siebie. Cenię sobie ten margines osobistej swobody jaki udało nam się wykroić – to że właściwie w każdej chwili możemy wyjść zostawiając Młodego z nianią, to że wieczorem mamy naszą sypialnię tylko dla siebie, to że Młody sam zasypia, nie wymaga od nas bezustannej opieki i towarzystwa. Tacy jesteśmy i to nam odpowiada. Dziecku też, bo jest spokojne, uśmiechnięte, ładnie się rozwija emocjonalnie i intelektualnie. Potrafi okazywać czułość i o nią poprosić. Taka jest nasza droga. Każdy wybiera swoją.

Polub ml-EKO!
Klikając "Lubię to" będzie mi bardzo miło :-)