przygotowanie do porodu

#GadkiMatek – Przygotowanie do porodu

Przygotowanie do porodu to bardzo ważny temat. I zaskakujące – jak różni się ten czas oczekiwania przy pierwszym i kolejnych dzieciach. O przygotowaniu do porodu – w naszym cyklu #GadkiMatek rozmawiamy z Olą V. z bloga TurkusowaKropka.

#GadkiMatek – Przygotowanie do porodu

Ola: Trochę ponad rok temu przygotowywałam się na przyjście na świat drugiego synka. To przygotowywanie się bardzo różniło się od przygotowywania się na przyjście na świat pierwszego syna. U Ciebie też się coś zmieniło?

Ja: Teraz? W III ciąży? Oczywiście! Przede wszystkim już na etapie przedciążowym miałam odmienną niż wcześniej pracę: tzn. jestem nauczycielem jogi. Prowadziłam dużo zajęć, byłam bardzo aktywna, i moja kondycja była zdecydowanie lepsza na etapie zajścia w ciążę, niż przy poprzednich ciążach. Jak zaszłam w III ciążę – nadal pozostałam aktywna, ale o jodze w ciąży jeszcze pewnie opowiem. Twoja różnica w przygotowaniu się – na czym polegała?

Ola: Byłam zdecydowanie bardziej świadoma wszystkiego, co się ze mną dzieje i tego, jak wygląda poród. Przed ostatnią ciążą także ćwiczyłam, co teoretycznie miałoby skutkować lepszą kondycją, jednak pierwsze trzy miesiące ciąży dosłownie przeleżałam w łóżku, co niestety nie wpłynęło dobrze na mój organizm. Jednak wiedziałam już wtedy, czego chcę od szpitala, w którym będę rodzić. Przygotowywałam się na poród bardziej pod kątem merytorycznym.

Ja: Wiadomo – każda ciąża inna, i czasem nie mamy wyboru – i trzeba leżeć. Co do merytoryki – przy drugiej ciąży chciałam iść do tego samego szpitala, co przy I – więc ten temat nie zajmował mi głowy. Ale Ty masz doświadczenia z innych krajów, prawda? Jestem bardzo ciekawa – jak to z tymi porodami jest za granicą!

Ola: Tak, pierwszy mój poród przebiegł w Budapeszcie. Rodziłam w szpitalu wojskowym, który ponoć jest jednym z lepszych. Niestety nie byłam zadowolona z opieki. To znaczy, nie było źle, ale teraz oczekiwałam czegoś innego. Przede wszystkim nie miałam tam dobrej opieki laktacyjnej, co skutkowało tym, że dziesięć dni po porodzie wylądowałam znowu w szpitalu z okropnym zapaleniem piersi. No i w ogóle nie udało mi się karmić piersią. Ale na tamten czas zupełnie nie miała wiedzy, więc też nie wiedziałam czego wymagać.
Drugi poród był totalnie inny. Chciałam rodzić w Polsce, chociaż do końca wahałam się, który szpital wybrać. W efekcie poród zaskoczył mnie ponad dwa tygodnie wcześniej i urodziłam w Czechach w rewelacyjnym szpitalu. Przede wszystkim to był mały szpital, w którym akurat razem ze mną były trzy pacjentki. Z tego powodu pielęgniarki miały czas i ochotę zajmować się nami. Także dzięki nim teraz już ponad rok karmię piersią Młodszego, co uważam za swój sukces. A Ty teraz wybrałaś ten sam szpital, co wcześniej?

Ja: Nie, tym razem zmieniłam szpital. Wpłynęły na to 2 rzeczy. Szpital, w którym rodziłam za I i II razem – to szpital im. Rydygiera w Krakowie i ogólnie byłam zadowolona z tego jak wyglądał poród i to co po porodzie. Niestety – oddział już tych 5 lat temu nadawał się do remontu. Przy drugim dziecku, wciąż był niewyremontowany i te warunki naprawdę wołały o pomstę do nieba. Teraz – dopiero teraz jest remont, więc to mnie nieco zniechęciło, aby tam pójść. Druga kwestia – to odległość od domu. To jest jeden z bardziej oddalonych szpitali od miejsca, w którym mieszkam, a mówi się, że trzeci poród może pójść bardzo szybko. Najzwyczajniej boję się, że nie zdążę. Wybrałam więc szpital, o którym są dobre opinie, ale jest zdecydowanie bliżej.
Wiesz, też w związku z tym, że to mój trzeci poród – poniekąd mam doświadczenie. Ja akurat nie miałam problemów z karmieniem, myślę, że co by się nie działo, to dam sobie radę.
A co do przygotowania do porodu: chodziłaś do szkoły rodzenia za I i II razem, czy tylko za I? No i gdzie? Tzn. za granicą?

Ola: W ogóle nie chodziłam do szkoły rodzenia . Za pierwszym razem na Węgrzech miałam trudności żeby cokolwiek znaleźć. Przede wszystkim język był dużą barierą, bo chociaż trochę ten język znałam, to nie czułam się na siłach, aby rozumieć, co mówią na szkole rodzenia. Poza tym cała ciąża poszła tak szybko, że zanim się oglądnęłam już Smok był na świecie.
Przy drugiej ciąży zwyczajnie nie miałam czasu na szkołę rodzenia. Akurat się przeprowadzaliśmy a dodatkowo zajmowałam się trzylatkiem, więc nie miałam czasu, aby odetchnąć. Nawet próbowałam się w trzecim trymestrze gdzieś zapisać w Polsce, ale zbyli mnie, że są wakacje i nie ma miejsc. A we wrześniu już urodziłam.
A jak było u ciebie? Chodziłaś do szkoły rodzenia?

GADKIMATEK

Ja: No tak, ale tylko przy I dziecku. Przyznam, że razem z mężem bardzo byliśmy zadowoleni, że poszliśmy do szkoły rodzenia. Przede wszystkim poród przestał być dla nas takim tajemnym misterium. Wiedzieliśmy czego się spodziewać, kiedy jechać itd. Druga ważna sprawa to zajmowanie się dzieckiem. Ja akurat przed urodzeniem swoich dzieci nie miałam absolutnie żadnego doświadczenia z maluszkami. Żadnego! (co za czasy, nie). Więc – na szkole rodzenia nauczyliśmy się tego wszystkiego, co trzeba umieć: zakładanie pieluszki, ubieranie, podnoszenie, kąpiel. Sporą wiedzę przekazano nam w kwestii laktacji, i formalności po porodzie. Co ciekawe – na szkole rodzenia I raz usłyszałam o chustach! Dlatego potem poszłam na warsztaty z chustonoszenia.
Przy drugiej i przy trzeciej ciąży do szkoły rodzenia już nie poszłam. Szczerze? Miałabym może i chęć – ale jak tu znaleźć czas, jak w domu dziecko/dzieci?
To może poruszymy temat przygotowania ciała do porodu – czyli aktywności w ciąży (bo tu wejdziemy na takie moje ulubione obszary ;-)). Ola – przyznaj się, co robiłaś dla swojego ciała w czasie tych 2 ciąż.

Ola: Przede wszystkim muszę wspomnieć, że moje ciąże nie należały do łatwych. Przede wszystkim ze względu na wcześniejsze poronienia. Strach o maleństwo odgrywał tutaj kluczową rolę. Druga kwestia jest także, że zawsze przez pierwsze trzy miesiące nie byłam w stanie zrobić nic przez mdłości, wymioty i omdlenia. Dosłownie leżałam z głową w misce i nic mi nie pomagało. Po takim długim leżeniu ciężko zacząć uprawiać jakieś sporty. To wręcz byłoby niebezpieczne, dlatego postawiłam na spacery i rzeczywiście dużo spacerowałam. W ciąży z pierwszym synkiem codziennie razem z mężem szliśmy na dwugodzinny spacer do ogromnego parku, który mieliśmy koło mieszkania i cały ten czas chodziliśmy. To samo było w ostatniej ciąży, tyle że długie spacery uskuteczniałam z synkiem, który zasuwał na rowerku biegowym. Dodatkowo wykonywałam ćwiczenia na kręgosłup, bo ten w każdej ciąży był problemem. Ale muszę przyznać, że jakbym miała więcej czasu, to spróbowałabym jogi.

Ja: Joga w ciąży to niewątpliwie bardzo dobra aktywność ruchowa, która dodatkowo łączy jeszcze pracę z oddechem i relaksację – tak ważną dla wszystkich (a kobiet w ciąży szczególnie).

Współczuję tego I trymestru, który tak źle znosiłaś. Ja jestem z tych szczęściar, które na żadne mdłości, wymioty itp. nie cierpiały (poza straszną sennością). W I i II ciąży – tak jak Ty dużo spacerowałam. Dodatkowo praktykowałam jogę, ale samodzielnie w domu, i to raczej z doskoku. W III ciąży – jak już mówiłam – od samego początku byłam bardzo aktywna. Jeździłam na zajęcia kilka razy w tygodniu i wykonywałam też swoją praktykę. I właściwie – cały czas staję na macie rano, choć teraz (na chwilę przed terminem) – ta praktyka jest krótka: około 20 – 30 minutowa.
W tej ciąży natomiast regularnie medytuję. Mówi się, że medytacja łagodzi bóle porodowe – będę mogła to zweryfikować.
Prowadziłam zajęcia z kobietami w ciąży. Mogę powiedzieć, że dziewczyny chwalą sobie zmniejszenie problemów z bólami kręgosłupa. To jest chyba jedna z większych bolączek ciężarnych.

Ola: Oj to jestem ciekawa, jak ta medytacja podziała . Ja miałam rewelacyjny środek przeciwbólowy w postaci wanny z hydromasażem . Świetna sprawa!

Ja: Wow! To pozazdrościć. Ja mogę się spodziewać, co najwyżej prysznica. A czytałaś jakieś książki, przygotowując się do porodu? Rozmawiałaś z kimś? A może coś oglądałaś?

Ola: Dużo czytałam zwłaszcza teraz w ostatniej ciąży, chociaż jeszcze przed ciążą zgłębiałam swoją wiedzę na temat karmienia piersią. Wiesz u mnie było jak u ciebie. Nie było małych dzieci w rodzinie ani wśród znajomych. Wszystkiego musiałam się sama dowiedzieć. Czytałam sporo na temat chustonoszenia, opieki nad noworodkiem. Wyrabiałam sobie opinię na wiele tematów. W ciąży ze Smokiem czytałam głównie książki Tracy Hogg, które wtedy poleciła mi koleżanka. Chyba tak się w nie zaczytałam, że urodziło mi się niemowlę dopasowane do tematu. Jadł co trzy godziny, zasypiał sam itd. Młodszy już był zupełnie inny i śmieję się, że naczytałam się w ciąży o tych chustach to mi się urodziło High Need Baby.
A powiedz szczerze, brałaś znieczulenie przy porodzie?

Ja: Nie, ja nie brałam. Powodów jest kilka. Przede wszystkim ja głęboko wierzę w naturę i w to, że jesteśmy jej częścią. Nie chciało mi się wierzyć, że przyjdzie taki ból, którego nie wytrzymam. Po za tym – chciałam najzwyczajniej doświadczać pełni porodu. Byłam ciekawa wszystkiego, z bólem włącznie. Drugi powód – jest taki, że staram się ograniczać leki, substancje chemiczne, które biorę. Wykształciłam się jako farmaceutka, no i cóż – wiem, że nic nie jest bez znaczenia dla naszego ciała. Znieczulenie niesie ze sobą zagrożenia, zarówno dla matki, jak i dla dziecka, więc pomyślałam – po co się dodatkowo narażać? Ale jak mówię – ja byłam ciekawa tego bólu i przekonana, że sobie z nim dam radę. Co zresztą było prawdą. Owszem – pierwszy poród nie należał do łatwych. Ale przy drugim porodzie – przez całą I fazę porodu wielki uśmiech nie schodził mi z twarzy. Każdy ból przyjmowałam z radością, bo wiedziałam, że jestem bliżej poznania mojego dziecka, wzięcia go w ramiona, nakarmienia. Dużo zależy od nastawienia. Jeśli nie ma strachu – to poród z bólem jest po prostu nowym doświadczeniem, a nie traumą i walką ze sobą. Z tym, że zaznaczę w tym miejscu – uważam, że jeśli dziewczyna chce mieć znieczulenie, i jest przekonana, że to jest dla niej właściwe, to jak najbardziej powinna to znieczulenie przyjąć.

Ola: Wygląda na to, że mamy podobne podejście. Pierwszy poród przeżyłam ze znieczuleniem, ale nie ma się temu, co dziwić, ponieważ wtedy na cały poród położono mnie do łóżka i podano oksytocynę bez powodu… Przy drugim porodzie już byłam mądrzejsza i poszłam do szpitala z postanowieniem, że nie pozwolę się położyć, ani dać sobie znieczulenie.
W efekcie prawie cały poród przesiedziałam we wspomnianej wannie z hydromasażem i teraz stwierdzam, że ból porodowy da się opanować naturalnymi środkami. A taki naturalny poród to niesamowite przeżycie.

Ja: To prawda! Dla mnie poród ma wymiar mistyczny, o ile pozwolimy go sobie takim przeżyć. O naturalnych porodach kapitalnie pisze Ina May Gaskin w: „Duchowym położnictwie”, czy „Porodzie naturalnym”. Szczerze polecam te książki.
A co do przygotowań – czy spotykałaś się z kimś, rozmawiałaś o porodzie? Czy w taki sposób też przygotowywałaś się na ten dzień?

Przygotowanie do porodu

Tak, spotkałam się z położną ze szpitala, w którym miałam rodzić (chociaż w końcu w nim nie rodziłam). Porozmawiałam z nią wtedy o moich planach i obawach i właśnie ona jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że znieczulenie nie jest zupełnie potrzebne.

Ola: Tak, spotkałam się z położną ze szpitala, w którym miałam rodzić (chociaż w końcu w nim nie rodziłam). Porozmawiałam z nią wtedy o moich planach i obawach i właśnie ona jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że znieczulenie nie jest zupełnie potrzebne. A powiedz, zdecydowałaś się rodzić z mężem?

Ja: Nawiązując jeszcze do spotkania z innymi kobietami. Mi bardzo dużo dała rozmowa z jedną z blogerek przed I porodem. Ona dala mi trochę wskazówek – jak się przygotować w domu, i co robić w czasie porodu. A przed drugim porodem rozmawiałam z doulą – i to również było dla mnie ważne. Myślę, że warto przed porodem porozmawiać trochę w kręgu kobiet. Wesprzeć się, dodać otuchy.
Co do porodu z mężem – oczywiście! Bardzo się cieszę, że ojciec dziecka może uczestniczyć w jego przyjściu na świat. To wspaniałe, móc razem tego doświadczyć. To też wg mnie ważne, aby mężczyzna zobaczył trud i docenił wysiłek kobiety. Nieprzecenione jest też wsparcie, które daje – nie tylko psychiczne, ale i to zwyczajne: podając wodę do picia, pomagając wstać, czy na koniec – dopingując. A to wspólne wzruszenie o urodzeniu… Niezapomniane! A u Was?

Ola: Ja też rodziłam z mężem i nie wyobrażam sobie inaczej. Przy pierwszym porodzie nie chciałam absolutnie być sama z Węgrami. Nie wiedziałam czego się spodziewać. A przy drugim porodzie mąż bardzo wspierał mnie rozmową i żartami.

Ja: No, właśnie – bo poród może być radosny.

Ola: Zdecydowanie może być radosny. Czyli w przygotowaniach do porodu ważny jest spokój i rozsądek.

Ja: To może w takim spokojnym, radosnym, optymistycznym stanie pozostawimy czytelników. Bo przecież ciąża i przygotowanie na przyjście na świat dziecka to właśnie powinien być czas radości i szczęścia. Czas pełen nadziei i optymizmu. Czas czekania na cud narodzin.
Dziękuje Ci Ola za bardzo ciekawą rozmowę!

Ola: Również Ci dziękuję i do następnego razu!

#GadkiMatek-Przygotowanie do porodu

 

Olga Vitoš

Olga Vitoš

Olga Vitoš – Mama dwójki urwisów, żona M i blogerka (Turkusowa Kropka). Kobieta, która nie potrafi usiedzieć na jednym miejscu. Kocha podróże i przeprowadzki do innych krajów. Z racji posiadania #highneedbaby zapalona chustomama, zwolenniczka Rodzicielstwa Bliskości i karmienia piersią. Od niedawna prowadzi własną firmę (Czeski Web) a prywatnie uwielbia biegać z ołówkiem w ręce i aparatem fotograficznym.

Ola Uruszczak

Ola Uruszczak

Nauczycielka jogi i medytacji, instruktorka Masażu Shantala, propagatorka zdrowego stylu życia. Uzależniona od tego, co naturalne i zielone. W wolnych chwilach ucieka z miasta, po to by odnaleźć ciszę i spokój oraz piękno Matki Natury. Prywatnie żona Leszka i mama 2 chłopaków Gabrysia (ur. 2012r.) i Michała (ur. 2014r.). „Głęboko w sercu noszę przesłanie Gandhiego: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” i staram się każdego dnia wcielać ją w życie.

Polub ml-EKO!
Klikając "Lubię to" będzie mi bardzo miło :-)