Jesienne senne macierzyństwo

„ (…) I światła szarego blask
sączy się senny…


O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni
jesienny…”






Leopold Staff „Deszcz jesienny”

 

 

Pada. Miarowo. Równo. Niezmiennie.
Szarość za oknem wlewa się cichaczem do domu. Jesienna szarość,
mimo że na drzewach liście, a w parkach kwiaty. Kolory powoli
gasną. Ptaki cichną. Przyroda przygotowuje się do wielkiego
zimowego snu.
Jesiennie. Nostalgicznie. Refleksyjnie.
Lubię jesień. Zawsze lubiłam to
preludium przed wielkim sprawdzianem przetrwania, jakim była zima. I
mimo że w czasach i w miejscu, w których przyszło mi żyć, ani
coraz chłodniejsza jesień, ani mroźna zima nie stanowią
przesadnego wyzwania, to jednak ten pierwiastek dzikiej natury, który
noszę w sobie, tak to czuje.
Lubię jesień, bo wbrew melancholijnej
swej naturze, była zawsze czasem intensywnego działania. Rok
szkolny, akademicki zaczynały się w jesieni, a człowiek po
porządnych długich wakacjach (ehh – tęsknię bardzo) miał siłę
i ochotę, aby działać.
A jesienne macierzyństwo? Rozlane
między działanie i melancholię. Działanie, bo to przecież czas
zwiększonej zachorowalności, spadku odporności, wszędobylskich
wiaterków, które gotowe sprowadzić katar, kaszel lub coś
gorszego. A tym trzeba zapobiegać! A do tego sprężyć się, aby w
domu nie zabrakło przetworów i dań z cukinii, dyni oraz śliwek.
Opatulić każdego ciepłą troską. Przytulić, ukochać. Silniej,
mocniej – aby matczyna miłość ogrzała w najchłodniejsze dni i
noce.
I melancholia, bo chce się usiąść
pod kocem, w fotelu z parującym kubkiem herbaty. Zapatrzeć w okno i
liczyć krople deszczu spływające po szybie. Niby myśleć, ale o
czym? O przyszłości, o przeszłości, o tym co nadchodzi…
Wielkimi krokami i z wielkim brzuchem – tak u mnie. A u Was?
Odrobina refleksji dla równowagi
działania to chyba nic złego. Nawet dla matki, co nie?
Tyle z nostalgii – a teraz: AKCJA.
Przez ostatni czas wykreowały się w mojej głowie pomysły, które
realizuję. Trzydziestka stuknęła w te wakacje. Nie wypada czegoś
nie zmienić.
Pozdrawiam cieplutko w ten pochmurny
dzionek. To dopiero początek jesieni i jestem pewna, przed nami dużo
słonecznych dni z szumiącymi dywanami złotych liści u stóp, i
promieniami słońca tańczącymi wysoko wśród drzew.
P.S. Trzymajcie kciuki za Mamę Monikę
(Blog: Synek Mukolinek), która jutro pierwszy raz startuje w
maratonie! Jestem z Tobą Monika, wierzę i podziwiam!

Follow my blog with Bloglovin

Ola Uruszczak

Ola Uruszczak

Nauczycielka jogi i medytacji, instruktorka Masażu Shantala, propagatorka zdrowego stylu życia. Uzależniona od tego, co naturalne i zielone. W wolnych chwilach ucieka z miasta, po to by odnaleźć ciszę i spokój oraz piękno Matki Natury. Prywatnie żona Leszka i mama 2 chłopaków Gabrysia (ur. 2012r.) i Michała (ur. 2014r.). „Głęboko w sercu noszę przesłanie Gandhiego: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” i staram się każdego dnia wcielać ją w życie.

Polub ml-EKO!
Klikając "Lubię to" będzie mi bardzo miło :-)

Zostań ze mną i zapisz się na newsletter

lead nurturing obsługiwana jest przez FreshMail