karmienie piersią

#GadkiMatek – karmienie piersią

W cyklu #GadkiMatek z Olą V. z bloga Turkusowa kropka rozmawiamy o blaskach i cieniach karmienia piersią.

Ja: Ola, powiedz mi, a to może być takie nietypowe pytanie, skąd dowiedziałaś się o karmieniu piersią? A dokładniej, jakie jest Twoje pierwsze wspomnienie z nim związane?

Ola: Wiesz to było dla mnie takie jasne, że będę karmić piersią. Jakbym to wiedziała od zawsze. Jakby to było jedyne możliwe wyjście. I tak to brałam aż do narodzin starszego syna. Nawet nie zastanawiałam się nad tym. Poproś tu to wiedziałam. Nie wiem skąd mi się to wzięło. Moja mama w ogóle nie karmiłam piersią. W rodzinie się o tym nie mówiło. A jak było z tym karmieniem u ciebie? Miałaś jakiś przykład? – we wspominkach mojej mamy.

Ja: Właśnie, zadałam to pytanie na początek bo tak się zastanawiam jak idea karmienia piersią jest zakorzeniona w naszej kulturze. I mam podobne odczucia jak Ty – to znaczy nijak. Jako dziecko, nastolatka nigdy nie widziałam kobiety karmiącej na żywo. I trochę nad tym ubolewam. Ale edukację laktacyjną odebrałam od mojej mamy. Moja mama zawsze we wspominkach podkreślała wagę karmienia piersią. Mówiła o tym, jaka szkoda, że moich braci karmiła krótko – z racji dziwnej polityki karmienia piersią co ileś tam godzin, a mnie długo – bo ja już byłam karmiona na żądanie. Przy czym ja byłam karmiona 10 miesięcy. Odpowiadając na moje własne pytanie – moje pierwsze spotkanie z karmieniem piersią to byłam ja sama.
Ja tak samo jak Ty, nie zastanawiałam się czy będę czy nie będę karmić. Po prostu wiedziałam, \ze jak tylko będę mogła to to zrobię. A myślałaś o tym, jako o czymś trudnym?

Ola: W ogóle nie myślałam w takich kategoriach. Mnie się wydawało, że to jest tak naturalne, że każdy to potrafi. W końcu jesteśmy do tego stworzone. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Najbardziej przykre w tym wszystkim jest właśnie brak wsparcia. Ale może zacznijmy po kolei. Jakie były Twoje odczucia związane z pomocą przy karmieniu w szpitalu?

Ja: Przyznam, że przed porodem czułam się całkiem nieźle wyedukowana w kwestii karmienia. A to dzięki szkole rodzenia – całe jedne zajęcia były poświęcone karmieniu piersią. I już wtedy wyczulono nas, że może być trudno, i że warto prosić o pomoc zarówno w szpitalu, jak i już w domu. Wtedy dowiedziałam się o pogotowiu laktacyjnym. Szpital też wybieraliśmy pod kątem podejścia do karmienia – tzn. szukaliśmy takiego, który jest nastawiony na karmienie naturalne. To było 5 lat temu – wtedy troszkę inaczej to wyglądało. Teraz wydaje mi się, że wszystkie szpitale bardzo pomagają kobietom w laktacji. Już po samym porodzie przyznam, że ogólnie pomoc była. Pomagano mi w dostawieniu dziecka do piersi – zarówno na sali porodowej, w czasie kangurowania, jak i już na sali poporodowej. Ja miałam problem wtedy z siedzeniem, że względu na szwy, krwiak, opuchliznę krocza, i jedyna pozycja w jakiej mogłam karmić to byłą pozycja leżąca. Ale nie radziłam sobie sama przystawić dziecka, więc przez pierwszą dobę prosiłam o pomoc. I zawsze ją dostawałam.
Wiem, że kiedy pierwszy raz przyszłam do sali dla noworodków zostałam „pouczona” o konieczności dostawiania dziecka nie rzadziej niż 2-3 h. Ściśnięto mi sutek, żeby zobaczyć czy jest mleko (tak jakby to było konieczne) i właściwie tyle. To akurat było niemiła doświadczenie. Potem natomiast co pewien czas przychodziła położna na salę pytać się, czy nie ma problemów z karmieniem.
Po pierwszym porodzie nie widziałam nikogo, kto by miał problemy z karmieniem. Ale już po drugim i trzecim były dziewczyny, które miały problemy i wdziałam położne laktacyjne „w akcji”. Ale to może zaraz. Jak było u Ciebie?

Ola: U mnie niestety nie było zbyt dobrze. Nie chodziłam do szkoły rodzenia, bo na Węgrzech nie umiałam się odnaleźć w tym temacie. Z resztą mój węgierski nie był na tyle dobry, bym pewnie zrozumiała dość skomplikowane słownictwo. W szpitalu też nie było wesoło. Niby pomoc była, ale ja jej nie dostałam, bo wszyscy uznali, że i tak nie zrozumiem, co mówią. W efekcie podali mi laktator jak już mój synek zaczął zwracać krew z mojego sutka. Dziewczyny, z którymi leżałam bardzo mi współczuły, ale też nie pomagały w żadnym stopniu. Im karmienie szło bez problemów. Za to po drugim porodzie miałam zupełnie inną opiekę. Przede wszystkim sama w teorii się doszkoliłam a w samym szpitalu bardzo pomogły mi pielęgniarki noworodkowe. Gdy zaczął mi się robić zastój, jedna z nich całą noc do mnie przychodziła, pomagała i pokazywała jak dobrze dostawić. Dzięki niej do tej pory możemy się karmić bez problemów.

Ja: Ja chyba miałam to szczęście, że moje dzieci bezproblemowo się dostawiały. I w szpitalu nie potrzebowałam pomocy doradczyń. Teraz po porodzie na naszej sali jedna dziewczyna miała problem z karmieniem swojego dziecka. Nie wiem dokładnie, z czego to wynikło, ale córeczka nie chwytała się sutka (zdaje się, że początkowo sutki były wklęsłe). I kiedyś byłam świadkiem pomocy jednej z położnych. Przyznam, że trochę dziwił mnie język jakiego używała. Tak jakby chciała „złamać” dziecko. Tak jakby wszystko opierało się na walce. Współczułam tej dziewczynie, bo widać było jej cierpienie.
A powiedz mi – Ty wtedy za pierwszym razem chciałaś, żeby któraś z innych dziewczyn na sali Ci pomogła? Pytam – bo to jest trudna kwestia. To z jednej strony może być odbierane jako wtrącanie się. Z drugiej – taka pomoc opiera się głównie na poradach z własnego doświadczenia, a nie z kwalifikacji. Jak uważasz?

#GadkiMatek – karmienie piersią

Ola: W tamtym momencie przyjęłabym jakąkolwiek pomoc, która byłaby skuteczna. Byłam zupełnie niedoświadczona, przerażona i do tego obolała po porodzie. Ja nie twierdzę, że te dziewczyny mogłyby mi jakoś pomóc, ale już zwykłe powiedzenie do położnych, aby się mną wreszcie zajęły na pewno byłaby przeze mnie mile odebrana. Nigdy nie byłam z tych, co nie pozwalają, aby inna matka dawała mi rady. A to, że ktoś nie jest doradcą laktacyjnym nie znaczy,że nie może pomóc. Ja doradcą nie jestem, ale wiedzę w zakresie karmienia mam sporą i udało już mi się pomóc jednej koleżance, która też na początku miała problemy.

Ja: Nie bójmy się pomagać, chciałoby się powiedzieć. Czyli pierwsze dziecko karmię odciągniętym mlekiem? Szacun. Podziwiam za upór.

Ola: Mój upór trwał tylko 4 miesiące, ale mój starszy syn był wyjątkowo mało wymagającym niemowlakiem
A powiedz, jak u ciebie z tzw dietą matki karmiącej?

Ja: No i właśnie to jest ten mit, o którym Ci wspominałam. Aktualnie moja dieta w ogóle nie przypomina diety matki karmiącej, ale do tego doszłam dopiero z czasem. Przy pierwszym dziecku – chuchałam i dmuchałam na dietę. Żadnej cebuli, kapusty, przypraw, niczego, co wzdyma, bez cukru, bez cytrusów… Czasem jadłam tylko ryż na obiad. Taka byłam przestraszona, co można a co nie. Serio. Ogólnie utrzymywałam sporą ilość ograniczeń w diecie.
Przy drugim dziecku na początku też dmuchałam i chuchałam, ale mniej konsekwentnie. Kiedy trafiłam z nim do szpitala z powodu zapalenia płuc, jak miał niecałe 2 miesiące, zamawiałam obiady dla siebie ze szpitalnego kateringu. I tam było jedzenie jakie było – to znaczy bez szału. I jadłam wszystko co mi przynieśli. Wiedziałam, że nie ma co wybrzydzać, bo nic innego ciepłego nie dostanę. A że karmiłam – to byłam głodna. Czyli zjadałam surówki, kapustki, co tam było. No i co? Dziecko karmiłam. I nic mu się nie działo. Teraz – kiedy karmię trzecie nie ma dla mnie czegoś takiego jak dieta matki karmiącej. Jest dieta: zdrowa, starająca się uwzględnić wszystkie zalecenia co do żywienia dorosłej osoby, która nie spożywa mięsa Jem całe mnóstwo wzdymających rzeczy: soczewicy, ciecierzycy, fasolki, zjadam kiszone kapustki, dodaję do jedzenia cebulę, przyprawy, czosnek. Jak mam ochotę to zjem cytrusy. Dziecku nic się nie dzieje. Aczkolwiek – przyznam w tym miejscu, że nie jem nabiału (dieta wegetariańska zmierzająca w kierunku wegańskiej). No i oczywiście – mam w sobie wrażliwość: gdybym zobaczyła, że po czymś pojawia się np. uczulenie, wtedy bym tego nie jadła. Ale jak na razie nic takiego nie ma. A u Ciebie?

#GadkiMatek – karmienie piersią

Ola: A ja walczę z powszechnym karmię – jem wszystko. Już mówię dlaczego. Do szału mnie doprowadza, jak kobieta w imię jedzenia wszystkiego idzie do maka i zasada się tymi „przysmakami ” i jeszcze to promuje. Ja jadam różnorodnie, ale nie jadam śmieci, chemii i oczywiście bez używek. Przez pierwsze tygodnie także nie piłam kawy. Maluszki po urodzeniu mają jednak bardzo wrażliwą wątrobę i nie można w nie pakować syfu. Ale soczewice i kapustę a także grzyby jadam bez ograniczeń.

Ja: A nie – no to wiadomo, że fast foody odpadają. Ja ogólnie staram się podążać za wytycznymi zdrowego jedzenia, i nawet nie przyszła mi do głowy kwestia związana ze śmieciowym żarciem. A co najbardziej lubisz/nie lubisz w karmieniu piersią?

Ola: Najbardziej lubię to, że jest darmowe i nie trzeba się bawić z tymi wszystkimi butelkami i smoczkami. Najbardziej nie lubię tego, że dziecko jest do mnie bardzo przywiązane. Przez pierwsze pół roku po urodzeniu Młodszego nie mogłam się praktycznie bez niego ruszyć z domu. No i jednak ograniczenie kawy. Jestem kawoszem i normalnie wypijam i 4-5 kaw dziennie. Przy kp staram się wypijać max 2-3 na dzień. A ty?

Ja: To podobnie jak ja. Lubie to, że jest to darmowe, zawsze podgrzane i bezproblemowe mleko. Ale zdecydowany minus to uwiązanie dziecka i mamy. Wiem, że maluszek mnie potrzebuje, ale fakt, że nie mogę wyjść z domu na dłużej niż 2 h jest frustrujący.
A swoją drogą – bo rozmawiałyśmy wcześniej o odstawieniu – jak Wam idzie?

Ola: W dzień udało się całkowicie. Noce to inna sprawa ale na razie jesteśmy wszyscy chorzy, wiec nawet nie myślę o odstawieniu go w nocy. Na wiosnę chcemy przenieść Młodszego do dziecięcego pokoju, przynajmniej jego rzeczy. Wtedy będę próbować odstawić w nocy.
Karmiłabym dłużej, ale kolejny antybiotyk zadecydował o odstawieniu. Tak jak pisałam, ta cała chemia przechodzi do dziecka. A ty masz plany dotyczące teraźniejszego karmienia?

Ja: Plany, co do karmienia mam takie, że na razie karmię. Wiesz – zanim urodziła się mała planowałam sobie, że dopilnuję, żeby umiała jeść z butelki. Wiesz, żeby mogła mleko odciągnąć i wyjść z domu bez stresu, że ona głodna. Plan wypalił przez pierwsze półtorej miesiąca. Tzn. mała faktycznie jadła z butelki, a ja bez stresu wychodziłam z domu. Ale niestety dla mnie, po 6 tygodniach – mała kategorycznie odmówiła zjedzenia mleka z butelki. Niestety dla mnie, bo to ograniczyło zdecydowanie moje wychodzenie z domu. Wiec teraz planów nie mam. Chłopaków karmiłam ok. 14 – 15 miesięcy. Zobaczę jak będzie tym razem.
A wiesz, jeszcze jedna rzecz mi przyszła do głowy za czym nie przepadam, w czasie karmienia. Za biustem, a dokładniej jego wyglądem. Przyznam, że boli mnie, jak on się zmienia. Oczywiście wiem, że lata lecą i w ogóle ciało się zmienia, ale biust… Ehhh…. Może słyszałaś o jakiejś cudownej metodzie poprawy jego wyglądu?

Ola: Z tego co czytałam to nie samo karmienie zmienia biust, co ciąża. Bez względu na sposób karmienia i tak by on się zmienił. Ja bardzo nie lubię mojego rozmiaru. Mógłby być mniejszy ale na szczęście jak skończę karmić odrobinę zmienię rozmiar.

Ja: A na koniec, a propos karmienia, chciałam poruszyć hejt który kierowany jest na kobiety karmiące starsze dzieci. Hejtują, najczęściej inne kobiety. Zastanawiam skąd to się bierze? Nasza kultura zachodu? Nieopatrzenie się w dzieciństwie z karmieniem piersią (nawiązuję do pytania z początku naszej rozmowy)? Wiesz, jak się zastanowić – to poza kilkoma kręgami, które promują karmienie piersią, nie widać tego dookoła nas. Np. przychodnia, gdzie chodzi się z dzieckiem. Wielkie plakaty firm produkujących mm to są. A np. nie ma żadnego zdjęcia mamy karmiącej piersią. Nie widać tego. A np. na pewno widziałaś zdjęcia kobiet karmiących dziecko z butelki. Brakuje mi trochę takiej gloryfikacji karmiącej mamy. Podkreślenia, że robi coś dobrego. Nie, żebym potrzebowała łechtać swoje ego, bo uważam ze to normalna sprawa karmić, ale myślę, że to powinno być bardziej widoczne w społeczeństwie. Nie uważasz?

Ola: Coś w tym jest. Do tego w filmach też najczęściej pokazują dzieci karmione butelką, ale filmy w ogóle przekazują mnóstwo bardzo złych wzorców od wisiadeł począwszy a na przewożeniu dziecka w nieprawidłowy sposób skończywszy. Rzadko się widzi kobiety karmiące piersią, ale to też dlatego, że mało kobiet w ogóle karmi piersią. Powyżej czwartego czy szóstego miesiąca to jest znikomy procent, a przecież z noworodkiem raczej nikt nie spędza pół dnia poza domem. Sama mam w otoczeniu koleżanki, które uważają, że karmienie 1,5 rocznego dziecka jest obrzydliwe. Dlaczego? Bo one same karmiły raptem kilka tygodni i uważają, że to jest normalne. Niestety wszystko to jest efektem drugiej połowy XX wieku, która według mnie wyrządziła ogromną krzywdę dzieciom.

Ja: Tzn.? Co masz dokładnie na myśli?

Ola: Wiesz wtedy nastąpił bum na mleko modyfikowane a także głownie w tej części Europy (ale nie tylko) zaczęto kłaść nacisk na odseparowanie dziecka od matki. Wtedy też zmedykalizowano porody. To czasy bujnego rozwoju tygodniowych przedszkoli, odejścia od noszenia dzieci i od karmienia piersią. W czasach naszych mam, karmienie piersią było wręcz niemile widziane. I to wszystko pokutuje do teraz, bo nasze mamy i babcie często wmawiają nam, że Rodzicielstwo Bliskości to fanaberia, że dzieci w typie High Need Baby nie istnieją i to my sobie je takimi zrobiliśmy przez nasze noszenie, przytulanie i przez karmienie piersią. Brzmi fatalnie, prawda?

Ja: Tak – to prawda. Trafiłam kiedyś na broszurkę z z dawnych czasów, gdzie „niby” dziecko zwracało się do matki: „nie lubię być noszony; lubię być sam” itp. To były broszurki rozdawane po porodzie. No i właśnie – karmienie co ileś tam godzin! Co za koszmar. Dobrze, że teraz robimy to inaczej. Z tym, że faktycznie zaskakuje jak mało kobiet karmi dłużej niż 4-6 miesięcy. Wiesz – nie wiem ile w tym nie ma kreciej roboty lekarzy. Ja spotkałam kilku pediatrów, którzy naprawdę zniechęcali do karmienia piersią. Zniechęcali. Po pół roku słyszałam, że moje mleko nic już dziecko nie daje (i oczywiście lepiej przejść na mm). Dla mnie to był spory szok. Wydawało by się, że pediatra będzie optował za najlepszym wyborem dla dziecka… Spotkałaś się z takim podejściem lekarzy?

Ola: I tak i nie. Przy starszym synu w ogóle nie było takich rozmów, bo karmiłam tylko te 4 miesiące. Przy Młodszym mam pediatrę, która ma wady (na przykład nie podoba mi się jej podejście do szczepień), ale nigdy nic niestosownego mi nie powiedziała na temat karmienia piersią. Wręcz przeciwnie. Jak mały był malutki, często się śmiała, że chyba śmietanę mam w piersiach, bo tak ładnie na wadze przybiera. Niestety czasami spotykałam się z pediatrami tak na jedną wizytę, bo akurat gdzieś byliśmy i potrzebowaliśmy pomocy i wtedy często słyszałam okropne głupoty na temat karmienia piersią. Generalnie myślę, że pediatrzy mogliby się trochę wyedukować w temacie kp. Myślę, że przydałoby się więcej akcji uświadamiających dotyczących karmienia piersią. Co o tym myślisz?

Ja: Jestem za! Naprawdę chciałabym, żeby rozkruszyć beton mitów o karmieniu piersią i zbudować tę świadomość jak jest to dobre i właściwe dla dzieci. Aby je karmić.

Ola: Dokładnie.

Ja: Ola – dzięki Ci za tę rozmowę. Myślę, że w imieniu nas obu mogę napisać, że chętnie wesprzemy dziewczyny w karmieniu, gdyby potrzebowały rady, wsparcia i pomocy.

Ola: Tak, jeżeli tylko będziemy mogły pomóc, pomożemy.

#GadkiMatek – karmienie piersią

Olga Vitoš

Olga Vitoš

Olga Vitoš – Mama dwójki urwisów, żona M i blogerka (Turkusowa Kropka). Kobieta, która nie potrafi usiedzieć na jednym miejscu. Kocha podróże i przeprowadzki do innych krajów. Z racji posiadania #highneedbaby zapalona chustomama, zwolenniczka Rodzicielstwa Bliskości i karmienia piersią. Od niedawna prowadzi własną firmę (Czeski Web) a prywatnie uwielbia biegać z ołówkiem w ręce i aparatem fotograficznym.

Ola Uruszczak

Ola Uruszczak

Nauczycielka jogi i medytacji, instruktorka Masażu Shantala, propagatorka zdrowego stylu życia. Uzależniona od tego, co naturalne i zielone. W wolnych chwilach ucieka z miasta, po to by odnaleźć ciszę i spokój oraz piękno Matki Natury. Prywatnie żona Leszka i mama 2 chłopaków Gabrysia (ur. 2012r.) i Michała (ur. 2014r.). „Głęboko w sercu noszę przesłanie Gandhiego: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” i staram się każdego dnia wcielać ją w życie.

  • http://turkusowakropka.com/ Turkusowa

    Powinno się częściej rozmawiać o karmieniu piersią. Wtedy może kobietą byłoby łatwiej się z tym uporać 😀

    • http://www.ml-eko.pl Ola Uruszczak

      Dlatego rozmawiamy 🙂

  • http://www.konfabula.pl/ Monika | Konfabula.pl

    Do dziś pamiętam lekkie zażenowanie, kiedy jako już kilkunastolatka widziałam kobietę karmiącą. Przecież w sumie nigdy piersi kobiecych obnażonych nie widziałam, a swoich jeszcze nie miałam!

  • Katarzyna Hartung

    Ja karmilam synka piersią ponad 2 lata i to był cudowny czas 🙂

Polub ml-EKO!
Klikając "Lubię to" będzie mi bardzo miło :-)