Kiełkowanie nasion. Dlaczego jem kiełki?

Jak co roku, kiedy świat definitywnie staje się szary i bury, warzywa są niespecjalne – bez smaku i hodowane na nawozie, wyciągam kiełkownicę. Zaopatruję się w nasionka, wysiewam, podlewam… 2-4 dni czekania i oto: proszę. Pyszne, świeże, a przede wszystkim bogate w szereg dobrych składników kiełki lądują na moim talerzu. Bez trudu, prosto i efektywnie.

Kto z Was hoduje kiełki?

Wzbogacam codzienne jedzonko o pyszne, zielone kiełki. Najchętniej rzodkiewki, ale zdarzy się lucerna, słonecznik i inne. Uważam, że to świetny, prosty i tani sposób na wzbogacenie diety o szereg wartościowych składników, m.in. przeciwutleniaczy, ale też witamin czy minerałów.

Niestety, ilekroć kupowałam kiełki w sklepie miałam wrażenie, że są stęchłe.

Sama preferuję własną hodowlę. Dlaczego? Mam wtedy pewność, że kiełki są świeże. Niestety, ilekroć kupowałam kiełki w sklepie miałam wrażenie, że są stęchłe. Kiełki trzeba wielokrotnie przepłukiwać, a te sklepowe stojące w lodówce, niestety mają łatwą okazję do psucia się. Ponadto – dzięki temu, że kiełki rosną na parapecie dostępne są od ręki w ilości jakiej chcę. Wbrew pozorom – nie chodzi mi o to, że potrzebuję ich dużo, ale właśnie o to, że niedużo – do kanapki, czy po prostu do schrupania. Gdy kupuje się kiełki w sklepie, wg mnie ich ilość przekracza moje potrzeby.

Kiedy już zwróci się koszt kiełkownicy (który nie jest przesadnie duży), hodowla domowa wychodzi zdecydowanie taniej. A sama w sobie nie wymaga dużo pracy.

Kiełki mają w sobie ogromne bogactwo składników odżywczych. Są to te składniki, które mała kiełkująca roślinka dostaje „ na start” – zanim jeszcze wyrośnie na tyle, że z wody, powietrza i słońca zacznie sama rosnąć. Kiełki są też łatwiej przyswajalne niż nasionka per se.

kiełki

Hodowla kiełków jest niezwykle prosta.

Podlewam 2 razy dziennie, a wodą spod kiełków podlewam rośliny w domu. Nic się nie marnuje!

Warto zaopatrzyć się w kiełkownicę, dostępne w sklepach „eko” czy ogrodniczych np. tu: http://www.sklepogrodniczy.pl/ Zdecydowanie ułatwia ona pracę, w stosunku do hodowli na wacie czy ligninie. Potrzebne są również nasionka – ja sięgam zwykle po nasiona „na kiełki”. Zwracajcie uwagę na datę ważności. Zdarzało mi się, że nasiona z terminalną datą ważności nie chciały kiełkować, albo kiełkowały znikomo. Wysypuję nasionka na danym poziomie (jednym – nie wszystkie poziomy naraz). Podlewam 2 razy dziennie, a wodą spod kiełków podlewam rośliny w domu. Nic się nie marnuje! Czas wzrostu zależy od kiełków – te drobne rosną szybciej, te większe dłużej. Średnio po 3 dniach kiełki zaczynamy jeść. Aż opróżnię poziom. Wtedy go myję i wysiewam na nowo.

Jak napisałam – nie zasiewam wszystkich poziomów naraz. Na co dzień używam tylko 2 poziomów i wysiewam nasionka z przesunięciem 24 lub 48 godzinnym. Dzięki temu cały tydzień mam świeże kiełki. Zwykle wysiewam 2 różne rodzaje kiełków na poziomach.

I cóż… Cała tajemnica. Ostatnio widziałam reklamy mini szklarni w domu. Jak dla mnie taka hodowla to taki mini ogródek jesienno-zimowy.

Polecam!

Ola Uruszczak

Ola Uruszczak

Mama, joginka i blogerka. Instruktorka Masażu Shantala. Propagatorka tego co proste i naturalne.

Polub ml-EKO!
Klikając "Lubię to" będzie mi bardzo miło :-)

Zostań ze mną i zapisz się na newsletter

lead nurturing obsługiwana jest przez FreshMail