Nosimy dziecko i mamy swobodę

Dwójka dzieci. Dodajmy małych dzieci: niemowlaka i nieco starszego prawie-3-latka. Za nami dłuższy urlop nad morzem i krótszy w czeskich górach. Po ostatnim wyjeździe naszła mnie taka refleksja, że w czasie wyjazdu nie mieliśmy żadnych ograniczeń pod względem wyboru aktywności. Wycieczka górskim szlakiem, spacer po ruchomych wydmach, wizyta w fokarium, zwiedzanie latarni… Ani razu nie zastanawialiśmy się, czy damy radę w czwórkę. Niezależnie od tego – jakimi ścieżkami przyszło nam podążać nie rezygnowaliśmy z niczego przez wzgląd na nasze małe dzieci.

Nosimy, nosimy, nosimy

Noworodka i małego niemowlaka nosiłam w chuście. Teraz – dla mojego siedzącego 10 miesięcznego Michasia przeznaczona jest Tula – ergonomiczne nosidło. Nie to, że w chuście nosić nie chcę. Rzecz w tym, że moja chusta z Lenny Lamb z domieszką bambusa przy aktualnej wadze mojego synka jest bardzo problematyczna przy naciąganiu, a zamotana po pewnym czasie naciąga się bardziej i daje przesadne luzy. Tula to również nieprzeceniona szybkość. Rach ciach – i dziecko na plecach, albo tak jak woli mąż – z przodu.

Gabryś zwykle chodzi. Niemniej – gdy trasa długa, albo mamy do pokonania duże przewyższenia jest niesiony przez męża w nosidle Deuter.

Noszenie dzieci w chuście/nosidłach daje ogromną swobodę. Problem transportu dziecka całkowicie odpada. Odpada również kwestia – czy wózek przejedzie po danym terenie, niezależnie czy to będą górskie kamienie czy góry piasku. Swoboda i niezależność. I to jest coś czego nie mogłabym sobie odmówić!

Dodajmy do tego dwie ręce wolne i brak w otoczeniu wózka, który jest sprzętem – no co tu dużo gadać – gabarytowo wielkim. Czymś co trzeba pchać, ciągnąć. Co z dzieckiem na wyposażeniu jest całkiem ciężkie.

Teraz, gdy byliśmy nad morzem, Tula miała jeszcze jedno zadanie. Kiedy w ten sposób noszę dziecko przy sobie, jest mu najzwyczajniej ciepło, co przy ciągłych nadmorskich wiatrach było zaletą nie do przecenienia.

Trudno wyobrazić mi sobie rodzicielstwo bez chusty i nosideł. Myślę, że mając do dyspozycji tylko wózek czułabym się bardzo, ale to bardzo ograniczona. Wyobrażam sobie, że chcemy wyruszyć na ruchome wydmy w Słowińskim Parku Narodowym. I tak:

z wózkiem docieramy do granicy wydm i pokładów piasku. Musimy go zostawić, bo dalej nie pojedziemy. Biorę Michała na ręce i po kilkunastu (patrzę optymistycznie) minutach proszę o zmianę męża. Ten odmawia, bo wspiera w spacerze drugie dziecko, które zaczyna marudzić przy wspinaczce. Ja zaczynam marudzić, bo chciałabym zrobić zdjęcie okolicznościom przyrody, ale mam ręce zajęte. Wracamy do wózka niezadowoleni, nie w humorach i nie w sosie.

Na szczęście – dzieci nosimy.

Oczywiście – noszenie to niezły wysiłek. W końcu – mąż dźwiga ok. 20 kg na plecach. Ja ok. 9 kg. Nogi bolą. Stopy też – choć może nie tak bardzo, dzięki wyposażeniu obuwia we wkładki żelowe do butów. A po pewnym czasie plecy. Choć – jeżeli wykonywać regularnie ćwiczenia to można temu łatwo zaradzić.

Noszenie oznacza swobodę. Czy tylko dla mnie? Czy dla Was też?

nosidło01 nosidło2 nosidło4 czeska_szwajcaria09 Praga10 czeski-raj11 czeski-raj06 czeski-raj28 czeski-raj24 chusty02 chusty05

Ola Uruszczak

Ola Uruszczak

Nauczycielka jogi i medytacji, instruktorka Masażu Shantala, propagatorka zdrowego stylu życia. Uzależniona od tego, co naturalne i zielone. W wolnych chwilach ucieka z miasta, po to by odnaleźć ciszę i spokój oraz piękno Matki Natury. Prywatnie żona Leszka i mama 2 chłopaków Gabrysia (ur. 2012r.) i Michała (ur. 2014r.). „Głęboko w sercu noszę przesłanie Gandhiego: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” i staram się każdego dnia wcielać ją w życie.

  • http://matkadebiutujaca.blogspot.com/ Matka Debiutująca

    My się jedynie z rzadka chustujemy, raczej w domu, gdy marudź na maksa. Na zewnątrz to jednak wózek, ale my nie jeździmy tak jak wy, tam gdzie wędrujemy wózek wystarcza, a przy okazji można do niego zapakować różne potrzebne graty, koce, zabawki. Na spacer też wolę z wózkiem, bo raz – graty/zakupy ;), dwa – i tak zazwyczaj kierunek plac zabaw, a gdy jest ładna pogoda puszczam małą na trawę. Ale o nosidle myślę, też Tulę chcę nabyć, jak by nas naszło na spacery w górach lub tych naszych pobliskich dolinkach. Do nosidła i chłop bardziej chętny, bo o motaniu nawet słyszeć nie chce 😉

    • http://olauru.ayz.pl/ml-eko Ola Uruszczak

      🙂 Fakt – do wózka wpakuje się dużo rzeczy. Ale ostatnio przedkładam wygodę swobodnego chodzenia, bez konieczności pchania, nad ten aspekt. Z resztą – w zasadzie dosżłam do tego, ze nie potrzebuję brać ubranek/pieluch, kocyków… Jedyne co mi potrzeba to klucze i portfel, kiedy idę na spacer, i już.
      No, a na bezdroża z dziekiem nosidło konieczne. Mieliśmy nawet plan iść teraz z naszą dwójką w Tatry… 🙂 Wyoskie. Wahamy się. To chyba jednak przesadzony nieco plan 😉

      • http://matkadebiutujaca.blogspot.com/ Matka Debiutująca

        Tak. Na bezdroża na pewno. Co do Tatr – spróbujcie. Zawsze można zawrócić 😉 najważniejsza byłaby w sumie tylko pogoda 😉

        • http://olauru.ayz.pl/ml-eko Ola Uruszczak

          Tatry – dolinki to bezproblemowo. W sumie – tam to nawet i wózek wejdzie. Nas wzięła ambicja na wysokie. Tak sobie myślę, ze w przyszłym roku: chyba da radę 🙂

          • http://matkadebiutujaca.blogspot.com/ Matka Debiutująca

            Da radę. Życzę wam tego, a co! 😉

Polub ml-EKO!
Klikając "Lubię to" będzie mi bardzo miło :-)

Zostań ze mną i zapisz się na newsletter

lead nurturing obsługiwana jest przez FreshMail