Po wizycie w Rabkolandzie

Za nami majówka – kilka dni wolnych, który staraliśmy się spędzić rodzinnie i atrakcyjnie: szczególnie dla naszych 2 maluchów. Korzystając ze słoneczka i przyjemnej, ciepłej pogody – wybraliśmy się na otwarcie małopolskiego parku rozrywki: Rabkolandu.

Przyznam, że to była moja pierwsza wizyta w Rabkolandzie. Zwykle, gdy wybieramy miejsca pobytu w czwórkę, szukamy raczej miejsc spokojnych, cichych, coby nie powiedzieć – odludnych. Niemniej – pomyśleliśmy, że tym razem zaproponujemy dzieciom zgoła inną atrakcję. Kto nie lubił karuzeli w dzieciństwie? Jazdy na kolorowym koniku? W każdym razie – ja lubiłam, lubił mąż, i stąd pomysł na jazdę do Rabkolandu.

Tym bardziej, że w tym dniu mieli gościć tam… Wikingowie.

Rabkoland – relacja

Przyznam, że kiedy podjechaliśmy pod bramę Rabkolandu, mieliśmy obawy, co zastaniemy w środku. Po prostu Rabkoland z zewnątrz wygląda nieco… zgrzebnie. Ale – nie należy wyciągać pochopnych wniosków. Jakże miło byliśmy zaskoczeni!

  1. Cały dzień atrakcji!

Rabkoland dostarczył nam atrakcji na cały dzień. Atrakcji – dodam: zrównoważonych. Bo były i takie szaleństwa jak latający autobus, wirujące pontony na wodzie i zderzające się samochody. Ale i spokojne: jak zjeżdżalnie, młyńskie koło czy oglądanie grających postaci.

Atrakcji jest co niemiara. Właściwie – w która stronę nie obrócić głowy: coś nas woła, coś przyciąga, coś zachęca do dotknięcia, do włączenia, zajęcia miejsca i ruszenia. Serio.

  1. Coś dla małych – coś dla dużych!

Bawiliśmy się dobrze – zarówno my – dorośli, jak i dzieci. Maluchy wyjeździły się na karuzelach, pociągach i autkach. My skorzystaliśmy z ekstremalnie szybkich karuzel. Razem zwiedziliśmy dom stojący na dachu, Muzeum osobliwości, śpiewającą farmę („Old McDonald has a farm…”) i obejrzeliśmy pokaz walki Wikingów.

  1. Wszystko na miejscu.

Muszę przyznać, że dużym plusem Rabkolandu jest to, że nie ma on przesadnie dużych rozmiarów. Dla małych nóżek naszych szkrabów to wprost idealne. Dwa kroczki w jedną stronę i karuzela, dwa kroczki w drugą – jeżdżący pociąg. Sił nie brakło na zabawę. A i czasu nie traciliśmy na przechodzenie między atrakcjami.

  1. Jeden bilet na wszystko.

Jak wspomniałam rzadko bywam w takich miejscach, więc nie wiem – czy to już standard. Ale! Na pewno jest to niesamowita wygoda: kupuję jeden bilet, i nie stoję w kolejkach po żetony.

  1. Bardzo miła obsługa!

Wszyscy byli bardzo mili. Pomagali, włączali karuzele, kolejki, pilnowali porządku. Dodam, że toaleta na miejscu – również czysta, porządna, w cenie biletu, z osobnym miejscem do przewijania dzieci (a to bardzo cenię!)

  1. Świetna pizza.

Nie przesadzam. Na miejscu uraczyliśmy się pizzą z pieca opalanego drewnem. Pierwsza klasa!

  1. Szkoda, że dzień się skończył.

W Rabkolandzie spędziliśmy ok. 6 godzin, i wyszliśmy bo najzwyczajniej czas otwarcia parku dobiegł końca. Jakoś tak nam, żal się zrobiło. Bo jeszcze raz poszło by się na młyńskie koło pooglądać wszystko z góry, jeszcze raz przejechało kolejką wśród egzotycznych zwierząt. W końcu dotarło na pokaz magii (nie mieliśmy okazji), a może ja (bez dzieci) przejechałabym się po domu strachu.

Rabkoland dostaje ode mnie duży plus. Myślę, że za jakiś czas ponownie go odwiedzimy, szczególnie jak zawitamy w bliższe okolice Rabki.

Pozdrawiam,

Ola z Mama Lubi EKO

2016-05-Rabkoland (146)

Jakby kto szukał godzin otwarcia…

2016-05-Rabkoland (145)

Rabkoland wita!

2016-05-Rabkoland (124)

Moje dziecko – siła spokoju przeciwko toporowi barbarzyńcy 😉

2016-05-Rabkoland (122)

I Wikingowie muszą odpocząć…

2016-05-Rabkoland (118)

Moje ulubione grające i śpiewające figury.

2016-05-Rabkoland (111)

Mali czołgiści…

2016-05-Rabkoland (77)

W krzywym zwierciadle mam bardzo atrakcyjne, długie nogi 😉

2016-05-Rabkoland (57)

Czas na safari.

2016-05-Rabkoland (52)

Latający autobus przyprawił mnie o zawrót głowy.

2016-05-Rabkoland (37)

Karuzela – jedna z wielu.

2016-05-Rabkoland (33)

Piraci!

2016-05-Rabkoland (31)

Młyńskie koło.

2016-05-Rabkoland (26)

Widok na bardzo spokojny kankan.

2016-05-Rabkoland (10)

Śpiewająca farma.

2016-05-Rabkoland (140)

Taki biceps! Muzeum osobliwości.

Ola Uruszczak

Ola Uruszczak

Nauczycielka jogi i medytacji, instruktorka Masażu Shantala, propagatorka zdrowego stylu życia. Uzależniona od tego, co naturalne i zielone. W wolnych chwilach ucieka z miasta, po to by odnaleźć ciszę i spokój oraz piękno Matki Natury. Prywatnie żona Leszka i mama 2 chłopaków Gabrysia (ur. 2012r.) i Michała (ur. 2014r.). „Głęboko w sercu noszę przesłanie Gandhiego: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” i staram się każdego dnia wcielać ją w życie.

Polub ml-EKO!
Klikając "Lubię to" będzie mi bardzo miło :-)

Zostań ze mną i zapisz się na newsletter

lead nurturing obsługiwana jest przez FreshMail