To już miesiąc CCC?

Jak to jest? W tym zabieganym świecie, pełnym codziennych wyzwań, które niesie za sobą macierzyństwo i opieka nad dwójką dzieci, znajdować każdego dnia czas dla siebie? Czas by poczuć radość z gotowania, czas na pielęgnację, czas na pracę nad ciałem i uśmiech? Jak to jest?
Cudownie!
O Coach Couple Challenge (CCC) pisałam Wam tu KLIK. Minęły cztery tygodnie, od kiedy biorę w nim udział. Warto bym co nieco, na tym etapie podsumowała.

Motywacja

Przez ostatnie cztery tygodnie, każdego dnia czułam się pozytywnie zmotywowana do działania. Na różnych poziomach. Kiedy stawałam przed wyborem: „Chce mi się.” vs. „Nie chce mi się” – wybierałam tą pierwszą opcję. Każdy dzień to tyle okazji i możliwości! I nie warto ich marnować! Podglądam co robi Monia (z mojej pary) i nie chcę pozostawać w tyle. Kiedy widziałam jak codziennie biega, mimo że sama nie miałam takiej możliwości, ćwiczyłam w domu. Monia pije koktajle? To i ja spróbuję!

Inspiracja

Jak wspomniałam w pierwszym poście o CCC – ta swoista gra to prawdziwa kopalnia inspiracji. Instagram daje możliwość
podglądania innych par. Korzystam na tym niesamowicie! Potrawy z cieciorki, różne pomysły na zdrowe koktajle, czy napoje z pierzgą – to wszystko wzięłam od innych uczestników. Mam zamiar korzystać dalej, a co! W niektórych przypadkach widzę też efekt domina. Ja zainspirowałam się od kogoś, a ode mnie poszło dalej. Kiedy o tym myślę, wydaje mi się to po prostu piękne!

Docenianie

Docenianie siebie to coś czego do tej pory nie umiałam, a odkryłam dzięki CCC. O ile przyjemniejszy wydaje się każda czynność, jeśli nie wykonuje się jej z przymusu, czy po prostu żeby ją wykonać, ale dla siebie. Gotowanie – można uznać za męczący, nieprzesadnie wdzięczny obowiązek. Jeżeli jednak dostrzeże się w nim potencjał: poszukania nowego smaku, zjedzenia posiłku domowego, zdrowego… To zmienia perspektywę i nadaje temu inny sens. Przemarsz na zakupy zyskuje nowego wymiaru, gdy dodam sobie za niego punkt do ruchu.

Poszukiwanie

Od czasu rozpoczęcia CCC – szukam. Szukam okazji do ruchu, nowych smaków, i okazji do zrobienia czegoś dla siebie. I ku swojemu  zaskoczeniu – nieustannie i ciągle znajduję!

Praca nad sobą

CCC dopinguje do pracy nad sobą. I odciąga od gnuśności i marazmu, które bardzo w tej pracy przeszkadzają. Po sobie widzę, że nagle przeszkody, które do tej pory przede mną wyrastały, zaczęły się zmniejszać.

Spontaniczność

Odkrywam. Zachwyca się. Jest! I co można? Można! Pobrykać pod zamkiem, potańczyć bez okazji, czy zaśpiewać dziecku w parku.

Więcej uśmiechu

I tak jakoś czuję i widzę więcej uśmiechu w sobie czy dookoła siebie. To miłe!
 I tak sobie ostatnio pomyślałam, że nie chcę, aby CCC się skończyło…

Moja partnerka Monia też napisała krótkie podsumowanie:

Moje CCC
W pierwszym tygodniu CCC – motywacja na 100 %. Codzienne wpisy i dodawanie zdjęć. Kolejny tydzień – również idzie dobrze, ale już było czuć, że jednak siła rażenia się zmniejszyła. Trzeci tydzień spędzony na wakacjach z dziadkami. Miałam więcej aktywności w kategorii Ruch i Zabiegi. Jedzenie (kategoria: Smak) dostawałam pod nos. Parę razy zdarzało się, że to ja gotowałam i tym od razu pochwaliłam się na CCC.
Czwarty tydzień. Czasem brak czasu żeby wstawić zdjęcie i opisać, ale każda czynność sprawia mi radość. I od razu pokazuje mi jaką ma dla mnie wartość – przecież robię coś dla siebie, a nie żeby zapełnić czas. Traktuję to jak coś dla mnie, coś z czym mogę podzielić się z bliskimi, ale głównie z moją partnerką, która również jest matką dwójki dzieci i doskonale rozumie co dzieje się u mnie. Dzięki Oli moja motywacja nie spada poniżej 85%. Ola jest w mojej głowie przez część dnia (tak tak;p). Myślę czym mogę ją zaskoczyć, bądź podpowiedzieć. Chętnie śledzę jej posty, aby podglądnąć, zainspirować się oraz sprawdzić, jak jej idzie. Wyzwanie daje mi codziennie do zastanowienia: np. czy woda z cytryną z rana to kategoria jedzenie czy nowa przemiana (nigdy wcześniej jej nie piłam – no chyba że podczas upałów), a tym samym zabieg na duszę. Na moją duszę, która tak naprawdę najbardziej się zmienia.
Ola Uruszczak

Ola Uruszczak

Nauczycielka jogi i medytacji, instruktorka Masażu Shantala, propagatorka zdrowego stylu życia. Uzależniona od tego, co naturalne i zielone. W wolnych chwilach ucieka z miasta, po to by odnaleźć ciszę i spokój oraz piękno Matki Natury. Prywatnie żona Leszka i mama 2 chłopaków Gabrysia (ur. 2012r.) i Michała (ur. 2014r.). „Głęboko w sercu noszę przesłanie Gandhiego: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” i staram się każdego dnia wcielać ją w życie.

  • http://www.blogger.com/profile/02068504135687376447 Agnieszka P

    Bardzo ciekawe jest to, co piszesz. Trzymam kciuki za dalsze sukcesy 🙂

Polub ml-EKO!
Klikając "Lubię to" będzie mi bardzo miło :-)

Zostań ze mną i zapisz się na newsletter

lead nurturing obsługiwana jest przez FreshMail