Jak to jest mieć trójkę dzieci...?

Jak to jest mieć trójkę dzieci…?

Minęły ponad dwa miesiące, jak na świat przyszło moje trzecie dziecko. Dwa miesiące to już całkiem sporo i czuję niejako „przyzwolenie” aby mówić o swoim potrójnym macierzyństwie. Z drugiej strony wiem, że to mało i tak naprawdę nic jeszcze nie zostało zweryfikowane. Więc tak całkiem „na świeżo” napiszę jak jest.

Jestem mamą trójki maluchów: pięciolatka, trzylatka i niemowlaka. I jakoś tak ciśnie mi się na usta pytanie: „skąd te dzieci się wzięły?”. Taki żart, ale prawda jest taka, że jeszcze niedawno chodziłam na studia, zaczynałam pracę, brałam ślub, a tu… Inaczej być nie chce. Trójka dzieci.

Jak to jest mieć trójkę dzieci?

Zupełnie zwyczajnie. Przyznam, że największą zmianę w życiu odczułam po pojawieniu się pierwszego dziecka. Spadła na mnie odpowiedzialność za drugą osobę. Było to całkowicie nowe doświadczenie. Doświadczenie budzące obawę, ale i niesamowicie radosne. Nasze życie ogarnął chaos, który teraz wspominam ze śmiechem, ale w tamtych czasach do śmiechu nam nie było. Za każdym rogiem wydawało się czaić niebezpieczeństwo czyhające na małe bezbronne dziecko. Na nic nie miałam czasu. Pod prysznic szłam w południe, zamiast rano. Często bez śniadania. Nie wiedziałam jak się zorganizować.

Czekając na drugie dziecko czekałam też na chaos. Tymczasem on nie nastąpił. Po porodzie drugiego dziecka z zaskoczeniem zauważyłam, że życie toczy się dalej. Normalnie. Żadnego trzęsienia ziemi nie było. Ot – normalna sprawa: rodzina się powiększyła. I nie inaczej było przy trzecim. Życie toczy się jak wcześniej, powoli i do przodu. Tyle tylko, że w naszym świecie jedna, mała osoba więcej.

Często słyszę o podziwie. „Ola, podziwiam cię.” – to tak w kontekście tej trójki dzidzi. I ja sama na dźwięk tych słów, odczuwam bunt . „Podziwiasz? Ale za co?” Nie wygrywam tu żadnych konkursów. Nie robię nic nadzwyczajnego, co szczególnie odróżniałoby się od tego, co robią miliony matek. No, właśnie. Jestem mamą i to moja rola. Równie dobrze można podziwiać każdego człowieka na ziemi za to, że jest człowiekiem.

Bo tak naprawdę: czy ma się jedno, czy ma się dwójkę, czy ma się trójkę czy więcej dzieci nie robi to przesadnej różnicy. Jesteś rodzicem i spełniasz swoją rolę.

„No, ale jak to jest?”
Już mówiłam: zwyczajnie.

No bo od czego tu zacząć?

Jak to jest mieć trójkę dzieci…?

1. Trójka dzieci to może straszny hałas?

Jak na razie nie ma większego hałasu w domu. To znaczy większego niż to, co generuje dwójka starszych chłopaków. Moja mała córeczka jest wyjątkowo spokojna i płacze tylko w razie ostatecznej konieczności. Tak to chrząka, uśmiecha się i ewentualnie zniecierpliwiona pokrzykuje. Jako potrójna matka nie wiem, co to kolki. Ani jedno z dzieci takowych nie miało. A nadmienię, że jem wszystko i karmię piersią. Każdego dnia w mojej diecie gości czołowy wzdymacz pokarmowy: czyli fasolka, soczewica, cebula… Piję soki. Czasem sięgnę po kakao. A najmniejsze dziecko ma się dobrze. Może to okazja do zareklamowania siebie i masażu Shantala? No, bo masowanie to świetna profilaktyka kolek.

2. Trójka dzieci to może więcej pracy?

Czy ja mam więcej pracy? Oczywiście, ale takiej pracy jak przy niemowlaku, czyli dziecku, które faktycznie ma ograniczenia ruchowe. Nie czuję, aby tej pracy w jakiś znaczący sposób przybyło. No! Może jest więcej prania. A poza tym – to nie. Dzieci chętnie bawią się razem – czasem w trójkę (sic!), a obecność starszych jest dla mnie sporą wyręką. Bo kiedy starszy brat przebywa z siostrzyczką, ja mam spokojną chwilę dla siebie.

Kiedy w domu jest trójka dzieci to de facto w domu jest 5 par rąk do różnych zajęć. I oczywiście – małe dzieci mają swoje ograniczenia, ale jednak pomagają (no – może nie najmniejsze dziecko, ale to pewnie nie długo) i wbrew pozorom ta praca idzie do przodu. Przecież nie wszystko spada na mnie!

3. Trójka dzieci to może więcej trosk?

W rodzicielstwie sporą rolę gra doświadczenie (tak stwierdzam po tych 5 latach). To jednak doświadczenie ugruntowuje, daje spokój i pozwala realnie ocenić sytuację. I nagle okazuje się, że czkawka nie jest taka straszna (przy pierwszym dziecku byliśmy z mężem w panice, gdy dziecko zaczęło mieć czkawkę). Wiemy, że katar nawet u miesięcznego dziecka to nie koniec świata (co prawda wiemy też, że może z niego rozwinąć się zapalenie płuc, ale to inna historia), itd., itd.

4. Trójka dzieci to może któreś nie dostaje od Ciebie dostatecznej uwagi i miłości?

Oczywiście pozostaje kwestia uwagi poświęconej dzieciom. I to jest chyba rzecz najtrudniejsza. Widzę po maluchach, że każde na swój sposób oswaja się z zaistniałą nową sytuacją. Każde na swój sposób to odreagowuje. Każde na swój sposób ściąga naszą atencję. I właśnie tego się uczymy: jak uwagę rozdzielać, jak być sprawiedliwym, jak mnożyć miłość a nie dzielić.

I tej miłości jest dużo. Dużo w moim sercu, dużo w sercu taty. I ta miłość wzrasta, gdy widzę jak bardzo dzieci kochają się nawzajem. Czasem łapię się, jak stoję i przyglądam ich wzajemnej relacji ze sobą. W ich uczuciach, słowach gestach widać taką szczerość i radość w byciu ze sobą. Oczywiście chłopaki mają swoje dobre i te mniej dobre chwile, gdy się kłócą, docinają sobie, czy nawet pobiją. Nie jest tak, że nieustannie jest różowo. Ale są też te momenty, gdy razem bawią się w tylko sobie znane zabawy. Są momenty, gdy nawzajem się rozśmieszają. Są momenty, gdy idą do swojej najmłodszej siostrzyczki: śpiewają jej piosenki, pokazują zabawki, a nawet w jakiś sposób angażują do zabawy.

5. Trójka dzieci to może brak czasu dla siebie?

No i to jest punkt, nad którym faktycznie pracuję. Z doświadczenia wiem, że aby dobrze funkcjonować potrzebuję ładować swoje baterie. Potrzebuję minimum raz w tygodniu poświęcić tylko sobie czas i zrobić coś dla siebie – poza domem. Bo owszem – praktycznie codziennie praktykuję jogę i staję na macie: czasem na pól godziny, czasem na godzinę. Ale jednak – jestem w domu i nie mam tego niezbędnego oddechu. Tego oddechu, gdy robię coś dla siebie i nie widzę jednocześnie: bałaganu, góry prania, czy też moja uwaga nie odciągana jest w stronę dzieci.

Trójka dzieci: czy jest strasznie? Nie. Czy jest wesoło? Oj, tak!
A podsumuję to tak: dzieci są bardzo zadowolone, więc? Czego chcieć więcej?

Na marginesie dodam, że dzieci chcą aby było ich więcej, no ale bez przesady!

Ola Uruszczak

Ola Uruszczak

Nauczycielka jogi i medytacji, instruktorka Masażu Shantala, propagatorka zdrowego stylu życia. Uzależniona od tego, co naturalne i zielone. W wolnych chwilach ucieka z miasta, po to by odnaleźć ciszę i spokój oraz piękno Matki Natury. Prywatnie żona Leszka i mama 2 chłopaków Gabrysia (ur. 2012r.) i Michała (ur. 2014r.). „Głęboko w sercu noszę przesłanie Gandhiego: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” i staram się każdego dnia wcielać ją w życie.

  • Aneta Sawicka

    Podobno z każdym kolejnym dzieckiem jest łatwiej;) Ja mam dwóch chłopaków i z jednej strony chciałabym jeszcze kiedyś takiego maluszka, z drugiej jakoś się boję. Zobaczymy co los przyniesie.

    • http://www.ml-eko.pl Ola Uruszczak

      Czas na dziewczynkę 🙂

  • madulaa

    Ale super! Gratuluję Trójeczki! Gdyby mojego Męża przekonywały doświadczenia innych, to bym mu Twój tekst podsunęła 🙂 U nas, tak jak opisujesz, nastał chaos po narodzinach pierwszego dziecka… Dziś córka ma 18m, ale nadal jest mega wymagająca, więc Mąż nie za bardzo chce słyszeć o powiększaniu rodziny.. A moim zdaniem może być nam tylko lepiej! 🙂

    • http://www.ml-eko.pl Ola Uruszczak

      To podsuwaj. Naprawdę – nie jest tak chaotycznie z kolejny,m dzieckiem. Jest po prostu normalnie.

  • http://alexanderkowo.blogspot.com alexanderkowo.blogspot.com

    Nie za bardzo mogę się wypowiadać w tym temacie, bo mam zaledwie jedno dziecko, ale marzę o kolejnym 🙂

    • http://www.ml-eko.pl Ola Uruszczak

      🙂 No to wiesz… do dzieła 😉

Polub ml-EKO!
Klikając "Lubię to" będzie mi bardzo miło :-)