Tydzień pracy za mną

Znacie tę taką przypowiastkę, o tym
jak ktoś narzekał, że nie ma miejsca w mieszkaniu, a ktoś mu
doradził, żeby sobie kupił kozę*? Tak mniej więcej czułam się
w zeszłym tygodniu.
No, bo tak:
to był mój tydzień powrotu do pracy,
czyli sam w sobie stresujący. Gdyby mi tego było mało: z dzieckiem
zostałam sama. Akurat na ten tydzień. Gdyby i tego było mało,
dziecko zachorowało. A jakbym jeszcze narzekała, że jest źle –
zachorowałam i ja.
No i tak…
Do pracy chodziłam. Nie byłam znowuż
strasznie chora. W zasadzie przeziębiona, bez gorączki i dałam
radę. Mały pod moją nieobecność zostawał pod opieką dziadków
(Rodzice są wspaniali!). I jakoś przebrnęliśmy przez cały
tydzień.
Mały miał zapalenie gardła. Niestety
nie obyło się bez antybiotyku (gorączka utrzymywała się już
czwarty dzień, gardło czerwone). Po pierwszej dawce – jak ręką
odjął. Gorączka spadła. Wrócił apetyt i widać było, że idzie
ku lepszemu. Co prawda, przyznam się Wam szczerze, że podawanie
antybiotyku rocznemu dziecku (w naszym przypadku) to była prawdziwa
droga przez mękę. Antybiotyk trzeba podać w dokładnej dawce. Nie
można sobie pozwolić na to, aby dziecko go wypluło, nie połknęło
itp. Problem polega na tym, że Mały miał swoje zdanie na ten
temat. Jakoś mi się ta operacja udawała (a przypominam, że byłam
sama i utrzymanie dość silnego, mimo swojej wagi i wieku dziecka
nie było łatwe). Niemniej – wszystkie postaci leku dla dzieci
powinny przybrać formę czopków. Oto moje zdanie (choć wiem, że
niestety tak się nie da).
Małemu niestety wciąż cieknie z nosa
i nawet lekarz nie miał pomysłu jak temu zaradzić. Na razie
stosujemy homeopatię – Euphorbium. Miał ktoś z nim do czynienia?
Pomaga? Ja sama też go sobie kupiłam. Jeżeli mnie pomoże na
przewlekły katar to wykrzyczę: „Alleluja”. Na razie stosujemy
oboje. Szczególnej poprawy nie widzę.
    * A ta przypowiastka brzmi tak:
    Przychodzi biedny Żyd do rabina i
    prosi o radę:
    Oj, mądry Rebe, pomóż mi. To moje życie takie
    ciężkie: mieszkam w niewielkiej chatce z żoną, czwórką dzieci,
    babcią, dziadkiem i jeszcze teściową. Już się zupełnie nie
    mieścimy w tej małej izdebce. Oj pomóż, mądry Rebe…
    Na to
    Rabin powiada:
    Słyszałem, że masz w obórce kozę?…
    – Tak
    Rebe, mam jedną kozę, co daje mleko, którym karmię dzieci.

    To ją teraz sprowadź do domu – mówi rabin.
    Rebe, Rebe, co ty
    mówisz?… Ja, żona, czwórka dzieci, żona, teściowa i jeszcze
    koza?… To jak ja teraz będę mieszkał?…
    Ale rabin był
    nieubłagany – musisz wprowadzić sobie kozę do domu!!
    Za parę
    tygodni rabin spotyka tego Żyda i pyta się:
    – A co tam Icek u
    ciebie?
    Oj Rebe. Teraz to już zupełnie nie da się żyć w
    domu. Ja, żona, czwórka dzieci, żona, teściowa, dziadek i
    jeszcze teraz ta koza. To już nie jest życie.
    Na to rabin
    powiada:
    – To zabierz kozę z powrotem do obórki.
    Za niedługo
    rabin jeszcze raz spotyka Żyda i pyta się go:
    Jak tam Icek, w
    twoim domu?…
    – Oj, Rebe. Jakiś ty mądry! Jak my teraz mamy w
    domu dużo miejsca. Świetnie mieścimy się w tej izdebce – ja,
    żona, czwórka dzieci, żona, teściowa i dziadek. Oj jakiś ty
    mądry, Rebe… 
Ola Uruszczak

Ola Uruszczak

Nauczycielka jogi i medytacji, instruktorka Masażu Shantala, propagatorka zdrowego stylu życia. Uzależniona od tego, co naturalne i zielone. W wolnych chwilach ucieka z miasta, po to by odnaleźć ciszę i spokój oraz piękno Matki Natury. Prywatnie żona Leszka i mama 2 chłopaków Gabrysia (ur. 2012r.) i Michała (ur. 2014r.). „Głęboko w sercu noszę przesłanie Gandhiego: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” i staram się każdego dnia wcielać ją w życie.

  • http://www.blogger.com/profile/13039500895981175719 Kinga Mak

    Znam tę przypowieść, to jest mądrość 😉
    Ale znam też powiedzienie (chyba japońskie), że nieszczęścia chodzą…stadami. Życzę Ci, żeby limit Waszych już się wyczerpał!

  • http://www.blogger.com/profile/04388505184861974182 Przewijka

    Nienawidzę kataru. No nie cierpię… Współczuję :*

  • http://www.blogger.com/profile/08801248329568593820 Magdalena Michalczyk

    U nas też jest tragedia jak trzeba podać małej doustnie jakieś lekarstwo. Ile krzyku przy tym…
    Zdrówka życzę!

  • http://www.blogger.com/profile/03169996626343911405 Ja i moje urwisy

    Ciekawa ta przypowieść…Ja podaje chłopcą lekarstwa strzykawką lepiej połykają 🙂

Polub ml-EKO!
Klikając "Lubię to" będzie mi bardzo miło :-)

Zostań ze mną i zapisz się na newsletter

lead nurturing obsługiwana jest przez FreshMail