Wrzesień pełen energii

Morza szum… Ptaków śpiew… Ah! Wysiedzieliśmy się nad polskim morzem. Bałtyk uraczy nas wszystkimi swoimi humorami – zarówno tymi pogodnymi, ciepłymi, z pełnią słońca i lekkim wietrzykiem, jak i tymi pochmurnymi – sztormem i dziesiątką w skali Beauforta.

Mimo, że nie spędziliśmy na plaży całego urlopu, mimo że w większości wypadków chodziliśmy zakapturzeni od stóp do głów, mimo że niejednokrotnie chowaliśmy się przed deszczem – bardzo nam się podobało! A dzieciom – szczególnie!

I tak – znowu zrobiłam sobie blogową przerwę. Powiem Wam jednak, że nie umiem być nieustannie podłączona do internetu. I kiedy znajduję się na tzw. wakacjach, zupełnie nieśpieszno mi do komputera, telefonu. Nie mam potrzeby sprawdzania co na fejsie, ani informowania wszystkich, że właśnie zacznę jeść gofra. Po prostu – lubię odpocząć od wirtualnej rzeczywistości. Tak jak lubię odpocząć od Krakowa (mimo tego, że to miasto piękne i bardzo mi bliskie).

A morze? Piękne. I co tu dużo gadać – widok wody rozciągającej się aż po horyzont poszerza perspektywę, otwiera oczy, daje przestrzeń – również w myślach. Przestrzeń na nowe plany, pomysły, cele. Nad morzem, tak jak w wysokich górach czuje się moc, potęgę przyrody. Czuje się, jak nikłym pyłkiem jest człowiek.

Tylko nadmienię, że byliśmy w Łebie. To dobra przystań dla rodzin z dziećmi. Rozrywek tu sporo, a obecność Słowińskiego Parku Narodowego z unikalnymi na skalę europejską ruchomymi wydmami pozwali uciec od małomiasteczkowego zgiełku.

I nastał wrzesień..

Wrzesień kojarzy się ze szkołą. No i właśnie – najstarszy Gabriel do przedszkola uczęszcza. Wydaje się zadowolony. Jak będzie dalej – zobaczymy. Prawdę powiedziawszy, po doświadczeniach zeszłorocznych – czas jesienny kojarzy mi się z chorobami (niestety). Czekam więc na rozwój wydarzeń, mając jednak nadzieję, że po nadmorskiej dawce wiatru i jodu podreperowaliśmy naszą odporność.

Dziecię młodsze (10 m-cy) raczkuje, chodzi trzymając się za meble, i ma – 2 piękne dolne ząbki. Zjada wszystko co my, nie akceptując innej formy, niż ta – dla dorosłych. Zupa zmiksowana nie jest już tak smaczna, jak zupa w której pływają kawałki jarzyn, ryżu czy makaronu. Głównym przysmakiem jest chleb. I mleko oczywiście. Mamine (choć wspominać o tym chyba nie muszę). Repertuar głosowy – bogaty. Nawet bardzo Używany najczęściej w momentach, gdy preferowane jest zachowanie ciszy.

Rodzeństwo…

Dość często zastaję moich dwóch chłopaków na wspólnej zabawie. Zasady nie są dla mnie jasne. Zwykle któryś ucieka, a któryś goni. Ogólnie radochy co nie miara.

Gabryś ma też tendencje zazdrosne. W efekcie w restauracji to on zajmuje krzesełko do karmienia gabarytowo przynależne niemowlakom. Dużo częściej też porusza się na czworakach. Z drugiej strony przybiera często ojcowski ton, pouczając Michała („Michał – to nie wolno. To fuj. Jesteś za mały.”). Całkiem to sympatyczne.

A ja?

Działam! I zapraszam Was na prowadzone przez mnie  warsztaty Masażu Shantala dla dzieci: zajęcia indywidualne (KLIK) lub grupowe – najbliższy termin to 25 września. Zajęcia prowadzę w Rodzinku na Ruczaju. Więcej informacji tu: KLIK.

Zapraszam też na warsztaty masażu Shantala Body Touch dla dorosłych! KLIK

Ola Uruszczak

Ola Uruszczak

Nauczycielka jogi i medytacji, instruktorka Masażu Shantala, propagatorka zdrowego stylu życia. Uzależniona od tego, co naturalne i zielone. W wolnych chwilach ucieka z miasta, po to by odnaleźć ciszę i spokój oraz piękno Matki Natury. Prywatnie żona Leszka i mama 2 chłopaków Gabrysia (ur. 2012r.) i Michała (ur. 2014r.). „Głęboko w sercu noszę przesłanie Gandhiego: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” i staram się każdego dnia wcielać ją w życie.

Polub ml-EKO!
Klikając "Lubię to" będzie mi bardzo miło :-)

Zostań ze mną i zapisz się na newsletter

lead nurturing obsługiwana jest przez FreshMail