Z serii czego o sobie jeszcze nie wiem…

Wiecie, nigdy nie byłam fanką
gotowania. Właściwie, starałam się omijać kuchnię szerokim
łukiem. Tak to jest, jak w dorosłe życie wkracza się na obiadkach
domowych. Potem, gdy przychodzą studia, wydaje się (podkreślam:
wydaje), że na takie błahostki jak gotowanie człowiek nie ma
czasu. I zajada się byle czym. Albo droższym czymś. Nie to, żebym
do gotowania miała lewe ręce. No, nie. Po prostu: jakoś nie było
mi z kuchnią po drodze.
I tak dotarłam do czasu ciążowego,
gdzie pod koniec zgodnie z radami ze szkoły rodzenia oraz innych
(pozdrowienia dla Aradheli) postanowiłam zrobić zapasy na czas tuż
po porodzie. I wzięłam się za gotowanie.
Szło mi, plus-minus, dobrze.
Opanowałam do perfekcji gotowanie zup. Co do drugiego, to coś tam
mi nawet wychodziło. W dzień przed porodem ugotowałam
najpyszniejszego pstrąga jakiego jadłam w życiu.
A dziś zreflektowałam się, że ja
faktycznie gotuję. I nie jest to nawet takie trudne, a to, co
wychodzi z mojej kuchni jest nawet całkiem smaczne (przynajmniej mąż
chwali). Co się stało przez ostatni rok?
Cała magia od osoby niegotującej do
gotującej nastąpiła z dzieckiem w tle. Co na to wpłynęło? Nie
wiem. Może z jednej strony potrzeba wartościowego odżywiania mnie,
jako matki karmiącej. Może wizja, że lada moment dziecko będzie
jeść to, co mu zaserwuję na talerzu i byłoby dobrze, żeby mu
smakowało. Może wszystko po trochu?
Nie ukrywajmy: gotowanie zajmuje
trochę czasu, ale:
  • jest taniej, niż jedzenie
    (dobrych rzeczy) na mieście;
  • nierzadko jest smaczniej;
  • ma się pewność, co w garnkach
    się gotowało, a to wbrew pozorom, cenna wiedza.
A na koniec dodam, że teraz jeszcze
gotuję po nocach, bo TŻ zażyczył sobie obiady do pracy („bo mu
te ze stołówki nie pasują). 2 dania + deser. Sama przed lustrem
mówię sobie: nieźle kobieto!
Ciekawe czego o sobie jeszcze nie wiem.
Może mam pokłady jakichś talentów? Kto wie…
Tagi:
Ola Uruszczak

Ola Uruszczak

Nauczycielka jogi i medytacji, instruktorka Masażu Shantala, propagatorka zdrowego stylu życia. Uzależniona od tego, co naturalne i zielone. W wolnych chwilach ucieka z miasta, po to by odnaleźć ciszę i spokój oraz piękno Matki Natury. Prywatnie żona Leszka i mama 2 chłopaków Gabrysia (ur. 2012r.) i Michała (ur. 2014r.). „Głęboko w sercu noszę przesłanie Gandhiego: „Bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie.” i staram się każdego dnia wcielać ją w życie.

  • http://www.blogger.com/profile/04388505184861974182 Przewijka

    Szalona kobieto! 🙂 może mi też się tak kiedyś poprzestawia 🙂

  • http://www.blogger.com/profile/03282752678798472606 Trajbajowa

    Nie rozpieszczaj tak męża bo się za bardzo przyzwyczai 😉 Nie wyobrażam sobie dnia bez domowego obiadu. Nie jem już na mieście, w domu smakuje najlepiej 🙂

Polub ml-EKO!
Klikając "Lubię to" będzie mi bardzo miło :-)

Zostań ze mną i zapisz się na newsletter

lead nurturing obsługiwana jest przez FreshMail